Teksty

DZIEWCZYNA Z LUSTRA

X 2[...]

 

Więc ciągnęła mnie w stronę lasu, a ja z bezsilności i rozpaczy dawałam się ciągnąć. W efekcie dociągnęła mnie. W końcu puściła mój t-shirt, a ja pomyślałam, że to ostatnia szansa na ucieczkę. Już się nawet spięłam w sobie, ale wtedy odwróciła sie do mnie i zobaczyłam ze zdumieniem, że łzy lecą jej po twarzy i wygląda na kompletnie załamaną. Była to ostatnia rzecz, której się po niej spodziewałam, więc patrzyłam na nią jak żaba na piorun (cokolwiek by to nie znaczyło). W końcu zapytałam, co jej się właściwie stało i jaki to ma związek ze mną. Wtedy trochę się doczyściła za pomocą chusteczki jednorazowej (nie takiej ładnej, jaką kiedyś miał Piotrek, ale za to ślicznie i bardzo mocno pachnącej truskawkami), spojrzała mi w oczy i zapytała, czy obrażam jej inteligencję, czy swoją. Jako, że nie chciałam nikogo obrażać, a już szczególnie naszych inteligencji, więc powiedziałam, że to wszystko moja wina i nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, jest mi wstyd i że jestem kompletnie nieudana i niedorobiona (za to ostatnie stwierdzenie przepraszam mojego świętej pamięci Tatę).
Ciotka powiedziała, że akurat jedynym winnym jest durny i kłamliwy skurwiel jej mąż, bo nawet Piotrek, jako idiota i matoł w jednej osobie, ma na swoje usprawiedliwienie, że został spłodzony przez totalnych zboków i na dodatek wychowywał się wśród dewiantów i degeneratów, chociaż o żadnym wychowaniu w tym wypadku nie może być mowy, bo trudno nazwać wychowaniem naukę perwersji i patologii. Chciałam się oburzyć i stanąć w jego obronie, ale ciotka podniosła rękę i powiedziała, że zanim coś powiem, a jako osoba młoda i niedoświadczona na pewno powiem jakiś absolutny kretynizm, to najpierw mam jej wysłuchać. A potem smarkając od czasu do czasu w te ładnie pachnące chusteczki, ale już nie płacząc opowiedziała mi historię swoją i Andrzeja.

 

Historia Magdy i Andrzeja przez nią samą opowiedziana, a potem spisana przeze mnie jako ostrzeżenie dla mnie samej.

"W piątek dziesiątego grudnia 1981 kończyłam osiemnaście lat i mój ówczesny chłopak Krzysiek zabrał mnie z tej okazji na szalony wypad do Berlina Zachodniego. Mieliśmy bawić się w dyskotekach, zrobić jakieś zakupy dla rodziny (bo w warszawskich sklepach, tak jak zresztą w całym kraju panowała zupełna pustka i poza octem niczego nie można było kupić) i wrócić w niedzielę rano. Nie wiem, jakim cudem udało mu się załatwić ten wyjazd, pomogli podobno jacyś koledzy ze studiów, w każdym razie znaleźliśmy się w zupełnie innym świecie. Znajomi moich rodziców wynajmowali kawalerkę na Bernauerstrasse, tuż koło muru i właśnie u nich, na rozłożonych na podłodze dmuchanych materacach mieliśmy się trochę przespać, kiedy już będziemy wymęczeni tańcem i niemieckim piwem. Po przyjeździe tylko się u nich odmeldowaliśmy i poszliśmy w miasto. Całą noc zwiedzaliśmy berlińskie lokale, zawieraliśmy nowe znajomości i szaleliśmy przy muzyce Kraftwerk, który święcił wtedy swoje największe tryumfy. W mieszkanku pojawiliśmy się sporo po południu ciężko wymęczeni, ale szczęśliwi. Spaliśmy prawie do wieczora, a później, nawet nie jedząc znów wyszliśmy na miasto. Kolejna noc była chyba taka sama, ale niewiele z niej pamiętam. Obrazy i wspomnienia nakładają się jedne na drugie i jedyne, co pozostało w mojej pamięci, to jakieś szalone barwy i dźwięki, niezsynchronizowane i nie kojarzące się z niczym. Krzysiek musiał mnie jakoś dociągnąć do naszego lokum, bo pamiętam, że rankiem poczułam, jak szarpie mnie za ramię, prawie zrzucając z materaca i kiedy otworzyłam oczy, zobaczyłam przy sobie jego śmiertelnie bladą twarz i usłyszałam słowa: „obudź się mała, w kraju wybuchła wojna..." Myślałam, że żartuje, ale w drzwiach zobaczyłam naszych gospodarzy równie bladych i przerażonych jak on. Wytrzeźwiałam prawie natychmiast i pamiętam, że następne godziny spędziliśmy w czwórkę na ponurych rozmyślaniach co dzieje się w Polsce i co z nami będzie. Informacje w telewizji były prawie żadne. Gospodarze tłumaczyli nam, byśmy próbowali się dostać do ambasady amerykańskiej, ale Krzysiek koniecznie chciał wracać, bo jego ojciec działał w Solidarności, był nawet kimś we władzach regionu i teraz zapewne siedział w areszcie, albo nawet nie żył. Martwił się o swoją mamę i młodszego brata, mówiąc cały czas, że teraz on będzie się musiał nimi zająć. Ja się zastanawiałam, bo kusił mnie świat, a z rodzicami układy miałam raczej kiepskie. Do tego znajomi cały czas namawiali mnie, żeby spróbować, bo twierdzili, że taka szansa się nie powtórzy, a wrócić zawsze będę mogła, jeśli mi się nie uda dostać wizy. W końcu stanęło na tym, że Krzysiek wraca, a ja spróbuję uciec. Wycałowaliśmy się na pożegnanie, przysięgając sobie, że spotkamy się w ciągu paru miesięcy i ja poszłam odprowadzana przez panią domu do bazy wojskowej USA, gdzie podobno przyjmowali uciekinierów, a Krzysiek poszedł w kierunku dworca. Wtedy widzieliśmy się po raz ostatni, bo w 1990 roku zginął w wypadku samochodowym na Zakopiance, a ja wróciłam do Polski dopiero osiem lat temu.
Ale to wszystko stare dzieje i nie o tym chciałam mówić. Dość, że na początku osiemdziesiątego drugiego znalazłam się w Nowym Jorku, mając za cały kapitał słabą znajomość angielskiego, pełnoletność, podobno oryginalną urodę i ponad metr osiemdziesiąt wzrostu. No i sporą niedowagę, jako jedyną pamiątkę wyniesioną z kraju. Miałam szczęście, bo kiedyś na ulicy zaczepił mnie facet, dał swoją wizytówkę i powiedział, że agencja, w której pracuje poszukuje modelek do pracy we właśnie odradzającym się piśmie „Vanity Fair". Nic mi to nie mówiło i nawet myślałam, że to jakiś magazyn z pornografią, ale moja ówczesna współlokatorka namówiła mnie, żebym chociaż zorientowała się, o co w tej pracy chodzi. I tak zupełnie nieoczekiwanie trafiłam do świata mody, pieniędzy i jak mi się wtedy wydawało całkowitego spełnienia. Prawie po roku ciężkiej harówki zaczęłam odnosić pierwsze znaczące sukcesy. Chyba dlatego, że trochę wypełniła mi się figura, a głównie mój biust, który dopiero wtedy zaczął spełniać wymagania przeciętnych Amerykanów, kiedy zaczęłam nosić staniki z miseczkami o dwa rozmiary większymi, niż jeszcze pół roku wcześniej. A może dlatego, że właśnie pracując w „Vanity" odkryłam, jak wspaniały i jednocześnie jak pomocny w życiu może być seks.
Z Krzyśkiem dopiero zaczynaliśmy pierwsze nieśmiałe próby, tak, że prawdziwym szokiem była dla mnie rzeczywistość, którą odkryłam za oceanem. Miałam wrażenie, że w Nowym Jorku każdy pieprzy się z każdym, w dowolnych układach i konfiguracjach, im dziwniejszych, tym lepiej i tym większą cieszy się popularnością i uznaniem. Zupełnie inaczej niż w pszenno – buraczanej Polsce, gdzie seks był tematem tabu, mimo, że „Sztuka Kochania" Wisłockiej ukazała się w księgarniach pięć lat przed moim wyjazdem do Stanów. Nagle znalazłam się w świecie, gdzie ilość zaliczonych partnerów stawała się głównym powodem do dumy, a wierność i jakakolwiek lojalność traktowane były jak kompletny absurd lub w najlepszym wypadku dziwaczny przejaw ekscentryzmu.
Na kilku wystawnych przyjęciach, gdzie oprócz prawie całej redakcji bawiły się tłumy polityków i gwiazd ekranu zobaczyłam, że moje koleżanki dają się rżnąć jak zwykłe kurwy, każdemu, ktokolwiek ma na to chociaż trochę ochoty. Kiedy się oburzałam, patrzyły na mnie jak na idiotkę, pukały się w głowę i mówiły, że pewnie odzywa się to moje sowieckie wychowanie. Kiedyś, chyba dla ubawu nawaliły mnie koką, a rano obudziłam się cała mokra od spermy jakiś nieznanych facetów, którzy leżeli na podłodze, obok mnie na olbrzymim, okrągłym łóżku, na stole i barku w pokoju hotelowym. Kiedy kompletnie nieprzytomna usiłowałam się jakoś doprowadzić do porządku w łazience, kilka z nich weszło do środka i z podziwem powiedziało, że pierwszy raz widzą, żeby debiutantka potrafiła obsłużyć po trzech facetów naraz i to nie używając rąk, ani buzi.
I tak ze Stupid Madeleine stałam się Crazy Maddie, wolną, szaloną zdzirą, dla której nie było problemem mieć sześciu kochanków jednej nocy, czy oddać się nieznajomemu w barze tylko dlatego, że miał piękne oczy. Co gorsze, zaczęłam używać seksu do robienia kariery. Czułam, jaką władzę mam nam mężczyznami i nie wahałam się z niej korzystać. Stałam się jeśli nie najpopularniejszą, to na pewno najlepiej opłacaną modelką w Wielkim Jabłku.
Następne trzy lata były jednym, niekończącym się pasmem szaleństw i erotycznych ekscesów. Żadne zboczenie i żadne wynaturzenie nie było mi obce i każdym rozkoszowałam się i smakowałam z coraz większą radością. Moje wyczyny stały się legendarne i nie było chyba w całym mieście bardziej chętnej i napalonej suki, niż ja. Do pokazów i sesji zdjęciowych zatrudniano mnie częściej z powodu skandali i złej sławy, która mi towarzyszyła, niż ze względu na urodę, czy kwalifikacje modelki. Tym bardziej, że nie tylko w seksie nie miałam umiaru. Nie mogłam sobie poradzić z utrzymaniem wagi, a na dodatek odezwały się we mnie jakieś wrodzone tendencje do tycia, co w tym zawodzie równa się praktycznie wyrokowi śmierci. Zupełnie mnie to jednak nie obchodziło, bo moje konto było pełne, a mi bardziej zależało na dobrym rżnięciu, niż na odnoszeniu sukcesów na wybiegu.
Pod koniec osiemdziesiątego piątego roku, na którymś z mocno zakrapianych i tonących w oparach koki przyjęciu w Greenwich poznałam Sylwię, wtedy właścicielkę galerii na Manhattanie i żonę profesora Columbia University. Już przy barze, kiedy nasze spojrzenia się zetknęły, wiedziałyśmy, że jesteśmy takie same i po to samo tu przyszłyśmy. Zdawkowo kiwnęłyśmy głowami do siebie, a pierwsze słowa zamieniłyśmy dopiero w jednym z pokoi, gdy weszła z korytarza i zobaczyła, że dwóch nawalonych kolesi korzysta z mojej tylnej dziurki. W moment zrzuciła ciuchy i zaproponowała, żeby teraz ją przetestowali w ten sposób i dopiero trochę później, kiedy krzyczała z rozkoszy, zorientowałam się, że także jest Polką.
Odtąd stałyśmy się nierozłącznymi towarzyszkami w poszukiwaniach nowych podniet i seksualnych doznań. Wprowadziłam ją w świat szalonych przyjęć i imprez Nowego Jorku, a ona mnie w bardziej kameralny, ale równie szalony i zboczony świat intelektualnych elit miasta. Nie miałyśmy żadnych granic w dawaniu i doznawaniu rozkoszy, a nasze wyczyny stały się na tyle głośne i spektakularne, że nawet Filip, jej mąż i jednocześnie jeden z najbardziej zboczonych facetów, jakich poznałam, zaczął nas hamować mówiąc, że straci przez nas pracę, bo nikt nie jest w stanie tolerować tego, co robimy. Sylwia trochę przystopowała, bo, co wydaje się dziwne i całkowicie niezrozumiałe, bardzo go kochała i liczyła się z jego zdaniem, ale mi było ono całkowicie obojętne. Gdy nie byłam z facetem, albo częściej z kilkoma facetami, prawie wyłam z niezaspokojonej żądzy.
Na jakiejś sesji w „Vanity" dowiedziałam się, że centrala „Vogue", do której należało także nasze pismo, nosi się z zamiarem zamknięcia tytułu i wywalenia na bruk wszystkich współpracowników, bo nie odnieśliśmy spodziewanego sukcesu finansowego. Jako ostatnią deskę ratunku postanowili sprowadzić do Stanów część paryskiej redakcji, a przede wszystkim jakiegoś, podobno świetnego fotografa, o którym było wiadomo tylko tyle, że jest tytanem pracy i katem na leniwe modelki i modeli. Początkowo powiało grozą, ale w końcu wszyscy uznali, że urobią go sobie podobnie jak miejscowych i po prostu ograniczą się do robienia mu laski i dawania dupy na każde zawołanie. Toteż niemałym zaskoczeniem okazał się fakt, że facet był kompletnie niezainteresowany jakimikolwiek dupami – tak damskimi, jak i męskimi. A wszystkich nierobów i nierobki, którzy i które całymi latami nie zhańbili się pracą wziął w takie tryby i urządził taki obóz pracy, że w ciągu trzech miesięcy prawie podwoiliśmy nakład.
Jak sie domyślasz, tym fotografem był Andrzej. Uznałam, że zdobycie go nie zajmie mi więcej niż kwadrans i tylko dlatego tak długo, że miał opinię kompletnie niedostępnego i zupełnie niezainteresowanego seksem. Kiedy na pierwszej wspólnej sesji zorientowałam się, że jest z pochodzenia Polakiem, skróciłam ten czas do pięciu minut. Możesz się więc domyślić, jakie poczułam rozczarowanie i frustrację, kiedy nie tylko nie udało mi się tego zrobić w ciągu paru minut, godzin, ani nawet dni i tygodni. Jego całkowita obojętność doprowadzała mnie do szału, tym bardziej, że nie tylko starałam się uwieść go swoim wyglądem (a zapewniam Cię, że wtedy wyglądałam naprawdę olśniewająco), ale też najpierw zawoalowanym, a potem coraz bardziej jawnym proponowaniem erotycznych przeżyć i możliwości, które mogłam mu zaoferować. Na tę frustrację nie pomagały nawet jeszcze bardziej szalone i ekstremalne praktyki, którym oddawałam się z coraz to nowymi facetami.
Wreszcie kiedyś nie wytrzymałam i podczas sesji, na której wspólnie z koleżankami prezentowałyśmy kostiumy kąpielowe z letniej kolekcji Victoria's Secrect popłakałam się i rzuciłam na niego z pięściami, bo sama już nie wiedziałam, co mam zrobić, żeby zwrócił na mnie uwagę. Taki atak histerii był równoznaczny z natychmiastowym wyrzuceniem z pracy i rozwiązaniem kontraktu bez żadnego odszkodowania, a można się jeszcze było narazić na długotrwały i kosztowny proces, bo prawnicy firmy nie znali litości w podobnych sprawach. W praktyce oznaczało to również wilczy bilet na pracę modelki, bo nikt nie chciał mieć do czynienia z niezrównoważoną psychicznie idiotką, której jedyną zaletą jest zgrabna figura.
Asystenci odciągnęli mnie od niego i wyprowadzili ze studia, a potem posadzili na jakiejś wielkiej drewnianej skrzyni na korytarzu. Zostawili mnie tam samą, jakby bali się zarazić ode mnie nieuchronnym bezrobociem. Cała się trzęsłam z szoku i zimna, bo nadal byłam w samym kostiumie, a temperatura była niższa niż w środku, przynajmniej o dwadzieścia stopni. Prawie nic nie widziałam, bo tusz spływał mi z rzęs i szczypał w oczy. Dlatego podskoczyłam chyba na metr w górę, kiedy ktoś owinął mnie kocem i mocno przytulił. Usiłowałam się wyrwać i uciec, ale był o wiele ode mnie większy i trzymał mnie mocno. To jeszcze bardziej uświadomiło mi moją bezsilność i już kompletnie się rozkleiłam. Beczałam na cały głos i spazmatycznie usiłowałam złapać oddech, a on wziął mnie na ręce jak dziecko i wyniósł z korytarza do garderoby, skąd wyrzucił wszystkie modelki i zamknął drzwi na klucz. Siedział tam ze mną, przytulał i uspokajał prawie godzinę, a gdy wreszcie doszłam do siebie, pomógł się ubrać i odwiózł do domu. Zadzwoniłam po Sylwię, bo tylko ona przyszła mi na myśl, kiedy zapytał mnie o jakąś bliską osobę. Wtedy chyba po raz pierwszy od wyjazdu z Berlina uświadomiłam sobie, że jestem tu kompletnie sama, na nikogo nie mogę liczyć i od nikogo nie mogę się spodziewać pomocy.
Jakimś cudem Sylwia przyjechała prawie natychmiast, a wtedy wyszedł mówiąc, że musi ratować swoją pracę, bo po numerze, który wykręcił, jest już chyba byłym fotografem, a na pewno byłym fotografem „Vanity". Sylwia oczywiście pytała mnie, co to za facet i czy warto go przelecieć, ale wściekłam się wtedy i powiedziałam, że nienawidzę i jego, i jej, i żeby dała mi święty spokój. Popatrzyła na mnie z uśmiechem i powiedziała, że szalona Magda wreszcie się zakochała i że ma nadzieję, że dobrze ulokowałam swoje uczucia, bo jestem warta więcej, niż mogą mi zaoferować te wszystkie zboki, które nadają się tylko do wyruchania, porzucenia i ewentualnie wyciągnięcia pieniędzy. I zapytała, czy ma dużego. Rzuciłam się na nią z pazurami, ale ze śmiechem się uchyliła i powiedziała, że to znacznie poważniejsze, niż sądziła i pewnie się nawet z nim nie przespałam. Wtedy zupełnie się rozkleiłam i znowu zaczęłam płakać i mówić, że zwyczajnie mnie nie chce, bo jestem brzydka, beznadziejna i zdemoralizowana. Usiłowała mnie pocieszyć mówiąc, że Andrzej na pewno jest impotentem, albo zaspokaja się w sposób, do którego żadna kobieta, ani facet nie są mu potrzebni, ale jedyne, co osiągnęła, to kolejny wybuch moich spazmów. Wreszcie wezwała do mnie lekarza i dopiero pod wpływem środków nasennych i uspokajających zasnęłam.
Kiedy się obudziłam, okazało się, że już świta. Sylwii nie było, za to w fotelu obok łóżka spał Andrzej. Byłam tak obolała i rozbita, jakbym dała się zerżnąć gangowi wyposzczonych Latynosów, więc kiedy usiłowałam wstać z łóżka i zrobić kawę, narobiłam tyle hałasu, że natychmiast się ocknął. Kazał mi spokojnie leżeć, a potem sam poszedł do kuchni i przyniósł dla nas dwa parujące kubki słodkiego jak ulep napoju. Powiedział, że to najlepsze lekarstwo na wszelkie zmartwienia i psychiczne kontuzje, a potem usiadł w fotelu i bez żadnych wstępów powiedział, że zawsze chciał mnie zapytać dlaczego tak piękna i inteligentna dziewczyna jak ja, zachowuje się jakby chciała się maksymalnie upodlić i odczłowieczyć. Dumnie podniosłam głowę i powiedziałam, że nikt nie dał mu prawa do zadawania takich pytań, ale wtedy uśmiechnął się ciepło i powiedział, że wczoraj uratował nie tylko moje życie, ale i pracę mówiąc, że to z jego winy się tak wściekłam, bo niepotrzebnie nalegał na zrobienie osiemnastej powtórki ujęcia, które już za trzecim razem było absolutnie perfekcyjne, więc jest teraz za mnie całkowicie odpowiedzialny i musi wszystko o mnie wiedzieć. Znowu zaczęłam płakać i przez łzy opowiedziałam mu swoją historię, zapewne nie lepszą i nie gorszą od tysięcy historii, które działy się w Nowym Jorku. Odstawił kawę na stolik przy łóżku, usiadł przy mnie, znowu przytulił i powiedział, że nie spotkał jeszcze tak pięknej dziewczyny i będzie się czuł zaszczycony, jeśli zgodzę się zjeść z nim kolację. Kiwnęłam jedynie głową, bo szok i zdumienie zupełnie odebrały mi mowę, a on znów się uśmiechnął i przytknął do moich warg kubek, bo ręce tak mi się trzęsły, że zalałam nią cały stolik. Siedział ze mną jeszcze przez kilka godzin, dopóki nie przyszła Sylwia, a potem pogwizdując wyszedł do redakcji.
I tak ni z tego ni z owego zaczęliśmy się spotykać i randkować, jak para nastolatków. Zrozumiałam, jak dobrym i wspaniałym jest człowiekiem i gnębił mnie coraz większy wstyd, za to, co robiłam jeszcze tak niedawno. Czułam wyrzuty sumienia i byłam coraz bardziej zdołowana, aż w końcu prawie zmusił mnie do powiedzenia o co mi chodzi. Nie mogłam się powstrzymać i opowiedziałam mu chyba wszystko. pomijając jedynie najbardziej drastyczne szczegóły. Ku mojemu kompletnemu zaskoczeniu, tylko machnął ręką i powiedział, że tamto było i minęło, a teraz jest teraz i nie ma co rozrywać szat, ani z drugiej strony udawać, że to wszystko nie miało miejsca, bo człowiek się zmienia i pewne rzeczy musi sobie zwyczajnie wybaczyć. Nikt też nie ma patentu na doskonałość, czy nieomylność, a z tego kim byliśmy i z naszych czynów trzeba umieć jedynie wyciągać wnioski i uczyć się na własnych błędach, cały czas mając świadomość, że jeszcze nie raz zbłądzimy.
Byliśmy w sobie coraz bardziej zakochani i nic dziwnego, że w końcu wylądowaliśmy w łóżku. Było nam cudownie, bo okazało się, że Andrzej jest nie tylko chojnie obdarzony przez naturę, ale powoli staje się świetnym kochankiem. Uczyłam go wszystkiego, co umiałam, dziwiąc się jedynie, że mimo wieku jest taki niedoświadczony. Śmiał się wtedy i mówił, że jego kutas jak dotąd stwarzał mu same problemy, bo nie mógł się kochać z żadną normalną dziewczyną, bo był zwyczajnie za duży i że musiał przepłynąć ocean, żeby znaleźć odpowiednią partnerkę. Też się śmiałam i mówiłam, że co w Polsce jest wstydliwe i kłopotliwe, tutaj stanowi powód do dumy i uznania. W każdym razie seks mieliśmy udany, a z czasem stał się zupełnie odlotowy.
Po kilkunastu miesiącach naszego wspólnego życia Andrzej mi się oświadczył, a ja z radością zgodziłam się zostać jego żoną. W 1990 roku wzięliśmy ślub w kościele św. Stanisława na Manhattanie. Naszymi świadkami była Sylwia i Filip, którzy stali się naszymi przyjaciółmi, chociaż już nie łączyły mnie z nimi żadne łóżkowe przygody. Z powodu ślubu opóźnili nawet swój wyjazd do Kolumbii, gdzie Filip objął stanowisko ambasadora Polski.
W kilka miesięcy później zaszłam w ciążę i bez żalu pożegnałam się z dotychczasową pracą. Zastanawialiśmy się nad kupnem domku na przedmieściach i życiem przeciętnym i spokojnym.
Niestety, nasza przeszłość nie daje o sobie zapomnieć i stare przyzwyczajenia odzywają się w najmniej oczekiwanych momentach.
Im dłużej trwała ciąża, tym mniej czułam się atrakcyjna i kobieca. Andrzej pracował podwójnie, bo mówił, że musi zebrać pieniądze, żeby po porodzie móc zrobić sobie kilka miesięcy przerwy i pomóc mi z dziećmi. Tak, z dziećmi, bo okazało się, że w brzuchu noszę bliźnięta. Całymi dniami nie było go w domu, a ja, mimo, że nic mi fizycznie nie dolegało, stawałam się coraz bardziej sfrustrowana i zaniedbana. W czasie mojego związku z Andrzejem nawet nie patrzyłam na innych facetów i wcale mi nie brakowało dzikiego i wyuzdanego seksu, który uprawiałam wcześniej. Teraz jednak myślałam o tym coraz częściej i coraz większą miałam ochotę, żeby wrócić do dawnego życia. Było mi tylko wstyd Andrzeja, bo wiedziałam, że nie jest aż tak tolerancyjny, żeby pozwolić mi na jakikolwiek skok w bok, a na dodatek bałam się śmiertelnie, że to zrujnuje nasz związek. Ale chęci wcale we mnie nie osłabły, ba, nawet stały się jeszcze silniejsze.
Po urodzeniu synów, oraz krótkim i niezbyt uciążliwym połogu, znów czułam żądzę, która tak mnie trawiła przez wszystkie wcześniejsze lata. Kupiliśmy wymarzony przez Andrzeja domek, bo dał mi się wreszcie przekonać do wzięcia pożyczki w banku i w ten sposób trafiliśmy na nowojorskie przedmieścia. Andrzej dojeżdżał do pracy w „Vanity", a ja siedziałam całe dnie w domu i coraz bardziej wariowałam. Zatrudniliśmy jakąś meksykańską emigrantkę do pomocy przy dzieciach, ja zaś wciąż się nudziłam i jeszcze rozpaczliwiej potrzebowałam seksu, im bardziej pokręconego, tym lepiej. Andrzej stanowił problem, ale i na to jak mi się wydawało znalazłam sposób, tak, jakby coś mi podpowiadało, jak zniszczyć i rozwalić nasz związek. W łóżku zaczęłam mówić o bogactwie przeżyć, jakich nam mogą dostarczyć w seksie inni partnerzy i potrzebie większego otwarcia i pozbycia się pruderii i zakłamania. Zły duch nade mną czuwał, żebym nie przesadziła i stopniowo zatruwała moimi pomysłami męża. Po kilku miesiącach udało mi się go namówić na seks w towarzystwie innej pary, zresztą naszych sąsiadów i dość bliskich znajomych. Cały czas się pilnowałam, by być raczej obserwatorką i przewodniczką, a nie uczestniczką tych zabaw, bo chciałam by Andrzej rozkręcił się jak najmocniej i sam zapragnął jeszcze silniejszych podniet. Taki miałam właśnie sprytny plan: ściągnąć go do poziomu napalonego samca, który za nic ma godność drugiego człowieka, bo chodzi mu tylko o własne zaspokojenie. Tego chciałam, bo też taka byłam i miałam nadzieję, że kiedy już mi się uda, sama będę mogła nieskrępowanie korzystać z seksu tak jak kiedyś.
I niestety mi się udało.
Tak jak podejrzewałam Andrzejowi coraz bardziej się podobały nasze przygody i erotyczne wybryki. Z nieśmiałego i niepewnego siebie sympatycznego faceta stał się prawdziwym maczo. Zaczął patrzeć na inne kobiety jak na potencjalne kochanki, a one to wyczuwały na kilometr i było wiele chętnych, żeby mu się oddać. Zaczęliśmy bywać na rozbieranych imprezkach i znów poczułam znajomy smak alkoholu, koki i seksu. Andrzej, po raz pierwszy w życiu też go poczuł i znalazł w nim zaspokojenie. Ja już się nie krępowałam i znowu stałam się Szaloną Magdą, mimo, że ciąża dodała mi ponad dziesięć kilo, których w żaden sposób nie mogłam się pozbyć. Ale wciąż byłam piękna i mnóstwo facetów chciało mi wsadzić. Andrzej tylko za pierwszym razem usiłował protestować, ale podwójna działka koki szybko wyeliminowała jego protesty i wątpliwości i już na następnym party sam mnie zachęcał do posmakowania innego kutasa.
Coś jednak między nami umarło i już nigdy nie udało się tego odnaleźć. Andrzej coraz bardziej interesował się innymi panienkami, a ja nagle z przerażeniem zorientowałam się, że podoba mu się typ krańcowo różny ode mnie: szczupłe, a nawet anorektycznie chude nastolatki, pozbawione piersi, niskie i zupełnie niekobiece. One go podniecały, a przy mnie coraz częściej miał problemy z erekcją i niekiedy tylko koka pozwalała nam być ze sobą.
Nie wiedziałam, co robić i przeklinałam swoją głupotę i niedojrzałość, ale nie miałam żadnego pomysłu, jak to przerwać i ukrócić. Seks, na którym wcześniej tak mi zależało wydał mi się nagle obrzydliwy i pozbawiony jakiegokolwiek sensu. Żaden wewnętrzny głos nie dawał mi rad, co mam robić, więc nadal chodziłam z Andrzejem na imprezy i nadal odurzałam się wódką i narkotykami, tym razem jednak bardziej by zagłuszyć wyrzuty sumienia niż by sprawić sobie przyjemność. Sama zaczęłam sprowadzać mu młodsze i coraz bardziej dziecinne partnerki do seksu, bo takich właśnie potrzebował. Było o nie z miesiąca na miesiąc trudniej, także dlatego, że pedofilia stawała się w Stanach widocznym i bardziej nagłaśnianym problemem, a kary za nią były niezwykle wysokie.
Nie chcę się usprawiedliwiać, ale do tej pory nie wiem, co mną kierowało, kiedy w slumsach i podejrzanych dzielnicach Nowego Jorku wynajdywałam dla Andrzeja nielegalne emigrantki i małoletnie uciekinierki z domów, które jak w każdym wielkim amerykańskim mieście wycierały ulice i były gotowe zrobić absolutnie wszystko za parę centów lub działkę heroiny. Któregoś czerwcowego popołudnia natknęłam się przy wejściu do metra na dziewczynę, a właściwie dziecko, które zaczepiało śpieszących do domów urzędników natarczywymi prośbami o jałmużnę. Żaden anioł mnie nie powstrzymał i nie odezwał się głos rozsądku ani litości. Zapakowałam ją do taksówki, szoferowi powiedziałam, że to córka znajomych, która przesadziła na imprezie i kazałam się zawieźć do naszej dzielnicy. Miałam jeszcze na tyle rozsądku, że podałam adres pobliskiego marketu, a nie naszego domu. Zastawiłam ją na parkingu, a sama pobiegłam po samochód. Na szczęście był duży ruch i nikt nie zauważył, jak pakowałam ją do środka. Dotarłam do domu i natychmiast wjechałam do garażu. Już w taksówce zadzwoniłam do Andrzeja i tak by kierowca nie słyszał przekazałam mu wiadomość, że wiozę kolejną dupę do przerżnięcia. Jak zwykle w takich sytuacjach odesłał naszych synów z opiekunką chojnie wyposażoną w gotówkę na zakupy do galerii handlowej, a sam gotowy czekał na nas w środku. Prawie ją wynieśliśmy z auta, a potem zaciągnęliśmy do łazienki. Rozebrałam ją i z pomocą Andrzeja wsadziłam pod prysznic. Kiedy ją domyliśmy, zorientowałam się, że ma nie więcej niż piętnaście lat, a wygląda na jeszcze mniej. Całe ręce miała pokryte śladami po igłach, ale nam to nie przeszkadzało. Wytarłam ją, a Andrzej zaniósł ją do sypialni. Położył ją na łóżku i zaczął całować jej twarz i zupełnie jeszcze nierozwinięte piersi. Zrzuciłam ciuchy i usiadłam w fotelu naprzeciwko. Zaczęłam się pieścić patrząc na nich i dopiero wtedy zorientowałam się, że mój mąż jest tak nawalony koką, że prawie traci przytomność. Nawet to mnie nie doprowadziło do przytomności, więcej - poczułam dumę, że ja jedna będę na trzeźwo rozkoszować się seksem, który za moment się zacznie.
Andrzej rozwiązał szlafrok, który miał na sobie, zrzucił go na podłogę i kompletnie nagi stanął przed nami. Obszedł łóżko dookoła, złapał dziewczynę za włosy, a drugą rękę wsadził jej w buzię. Przez moment poruszał palcami w jej ustach, jakby badał na ile jest szeroka. Pochylił się nad nią i powiedział, że zaraz jej wsadzi, więc niech się postara, bo ma ochotę dostać się możliwie głęboko. Dziewczyna zdawała się nie rozumieć, co do niej mówi i przez moment pomyślałam, że to pewnie jakaś Portorykanka lub inna kolorowa, która nawet nie mówi po angielsku. Kiedy ją rozbieraliśmy sprawdziłam, ze nie ma przy sobie żadnych dokumentów, a jedynym znakiem rozpoznawczym była brudna i częściowo urwana naszywka na równie brudnej bluzie z demobilu, na której dało się odcyfrować jedynie dużą literę D. I tak w myślach nazwałam tę dziewczynę – Lady Di, może Dorothy, Diana, a może Debbie, szczerze mówiąc nic mnie to nie obchodziło. Nie wiedziałam, że ma inne imię i pod nim właśnie zapamiętam ją do końca życia.
Andrzej położył głowę dziewczyny na łóżko, bo wcale nie była chętna do współpracy i palcami obydwu rąk otworzył jej buzię. Kutas sterczał mu wyprężony, a ja po raz kolejny zachwyciłam się jego wielkością i potężnym obwodem. Rzadko który Murzyn miał tak wielkiego i pomyślałam z rosnącym podnieceniem, że właśnie ten olbrzym tak często korzysta z moich otworków. Piczka zrobiła mi się wilgotna i gotowa, a ja z zainteresowaniem czekałam, co ciekawego mój mąż dzisiaj wymyśli.
Dziewczyna usiłowała się wyrwać, ale szło jej to nieporadnie i zupełnie bez efektu. Andrzej rozszerzył jej usta jeszcze bardziej i zaczął w nie wpychać członka. Nie miał specjalnych szans, ale był brutalny i zupełnie nie myślał, że może ją skrzywdzić. Chyba z powodu narkotyków pod wpływem których była otworzyła na tyle szeroko buzię, że udało mu się dostać do środka. Zaczął poruszać biodrami i wsadzać go jeszcze głębiej. Zrobiła się czerwona na twarzy, a z oczu poleciały jej łzy rozmazując resztki tuszu, którego nie domyłam z niej pod prysznicem. Andrzej był na tyle przytomny, że wycofał się i wreszcie mogła złapać oddech. Za chwilę wsadził jej ponownie i znowu zaczął ruchać. Ponownie złapał jej włosy i trzymając w dłoni zaczął poruszać głową na swoim kutasie. Nie sprawiało mu to jednak spodziewanej przyjemności, bo puścił ją i wycofał się całkowicie. Przez moment stał niezdecydowanie koło łóżka, wreszcie pochylił się i włożył jej palce w cipkę. Z uznaniem pokiwał głową, a potem powiedział, żebym ją wylizała, bo jest zupełnie sucha. Wstałam z fotela i uklękłam przy łóżku. Andrzej złapał Lady Di za nogi i przyciągnął do mnie. Włożyłam głowę między jej uda, które lekko pachniały potem i naszym mydłem z łazienki, a następnie zanurzyłam język w jej gęste futerko. Powędrowałam w dół i szybko odnalazłam łechtaczkę, która była malutka i równie dziecinna, jak jej posiadaczka. Miałam jednak zbyt dużą wprawę, by moje działania pozostały bez efektu, więc za moment dziewczyna zaczęła jęczeć i poruszać biodrami na prześcieradle. Andrzej poklepał mnie po tyłku wyraźnie zadowolony i powiedział, że zaraz mi wsadzi, bo nie chce, żeby mu opadł, a ma coraz większą ochotę zerżnąć naszego gościa. Poruszyłam pupą i nie odrywając buzi od cipki

dziewczyny sięgnęłam rękami do tyłu i zachęcająco rozciągnęłam pośladki. Nadal uwielbiał wsadzać w moje kakaowe oczko i twierdził, że wcale nie jestem gorsza, niż te jego chude raszple. Przyklęknął za mną i położył dłonie obok moich. Miał nadal mokrego od śliny kutasa, a nawet jakby nie miał, też by mi usiłował wsadzić. Zbliżył go do dziurki i wbił się we mnie jednym mocnym ruchem. Dobrze, że jeszcze na fotelu pieściłam swoją dupcię, bo mimo, że byłam rozciągnięta i wyćwiczona jak mało która zdzira, to i tak sprawił mi ból, tym większy, że gdy przestałam lizać dziewczynę i odwróciłam głowę widziałam nad ramieniem, że wgapia się w nią, mnie traktując rzeczywiście jedynie jako ogrzewacz i przechowalnię członka. Zacisnęłam zęby w bezsilnej wściekłości i poniżeniu, uświadamiając sobie po raz nie wiem który, że sama byłam winna temu, co mnie spotykało. Poczułam łzy w oczach, a Andrzej wbił się jeszcze głębiej i zaczął mnie ruchać, ale bez specjalnej pasji, czy nawet zainteresowania. By nie patrzeć na Lady Di znów zanurzyłam się w jej futerko i zaczęłam ją lizać tak mocno, jak tylko potrafiłam. Andrzej cały czas miarowo poruszał się we mnie, a ja zrozumiałam, że stałam mu się całkowicie obojętna i nawet teraz wyobraża sobie, że już wsadza leżącej na łóżku dziewczynie. Łzy zakręciły mi się w oczach i nie mogąc się pohamować zaczęłam gryźć jej cipkę, najpierw lekko, a potem coraz mocniej, jakbym to jej chciała wymierzyć karę, na którą sama zasłużyłam. Zaczęła jęczeć, najpierw z rozkoszy, a potem z bólu, który jej sprawiałam i dopiero to trochę mnie otrzeźwiło. Oderwałam od niej usta i ponownie odwracając głowę powiedziałam Andrzejowi, że moim zdaniem jest już gotowa.
Wyciągnął kutasa, jakby tylko na to czekał, wstał z kolan i przysiadł na łóżku. Znów złapał ją za nogi i przyciągnął do siebie. Włożył jej dłoń pod plecy i podniósł, mimo, że leciała mu przez ręce jak szmaciana lalka. Była na tyle niska i drobna, że bez problemu uniósł ją w górę i trzymając ją jedną ręką pod kolanami, a drugą obejmując wpół nasadził sobie na członka. Przesuwał ją po nim, jakby rzeczywiście była lalką, ale jednak coś musiała poczuć, bo ręką objęła go za szyję i sama usiłowała się poruszać. Nadal cicho jęczała, sama nie wiedziałam czy z rozkoszy, czy z bólu, bo włosy całkiem zasłoniły jej twarz.

Po kilku minutach zdjął ją z siebie, posadził obok, a następnie złapał w talii i znów podniósł do góry. Niezdarnie usiłowała przełożyć nogę nad jego udami, co udało jej się dopiero wtedy, gdy podniósł ją jeszcze wyżej. Wstałam z podłogi, na której wciąż zapłakana siedziałam, zacisnęłam dłoń na jego kutasie i gdy ją zaczął opuszczać skierowałam go prosto w jej odbyt. Wszedł w nią lekko i bez problemu, i dopiero gdy dotarł do połowy długości gwałtownie podniosła głowę i krzyknęła głośno. Andrzeja wyraźnie podniecił ból, którego doświadczyła, bo uniósł ją trochę, a potem nasadził jeszcze głębiej, jakby tym wycofaniem chciał jedynie powiększyć dystans, który przebył. Dziewczyna krzyknęła jeszcze głośniej, jakby znieczulenie spowodowane narkotykami przestało działać, a ja poczułam podobnie jak Andrzej jeszcze większe podniecenie. Ponownie usiadłam w fotelu i zaczęłam się pieścić, a Andrzej podnosił i opuszczał dziewczynę coraz niżej. Po kilkunastu ruchach przestała krzyczeć, a nawet jęczeć. Andrzejowi jej bierność najwyraźniej się nie spodobała, bo zdjął ją z siebie i położył na łóżku. Klęknął przy niej , złapał ręką jej nogi w kostkach, podniósł w górę tak wysoko, że oderwał jej tyłek od prześcieradła i tak trzymając w powietrzu wsadził jej ponownie w dupcię. Drgnęła, odrzuciła na bok głowę i znowu cicho jęknęła. Andrzej zadowolony z reakcji, którą osiągnął wbił się w nią jeszcze mocniej i zaczął ruchać twardo i bezlitośnie. Znów poczułam zazdrość, że nie do mnie czuje to pożądanie i nie ja jestem na jej miejscu. Nadal trzymając jej nogi pochylił się nad nią i drugą dłonią odgarnął jej włosy z twarzy. Nawet z fotela widziałam, że wygląda na kompletnie nieprzytomną, ale Andrzej wyglądał równie nieprzytomnie i to mnie zmyliło. Pomyślałam, że zatracili się w seksie, jak i ja nieraz sie zatracałam. Ręka szalała w mojej cipie i czułam, że zaraz dojdę. Odrzuciłam głowę na oparcie fotela i zanim przyszedł orgazm zobaczyłam jeszcze, jak dłoń Andrzeja zaciska się na gardle dziewczyny, a przez jego ciało przechodzą dreszcze tej samej co moja rozkoszy.
Do przytomności doprowadził mnie nieludzki krzyk naszej opiekunki, która stała w drzwiach i dosłownie wyła patrząc na coraz bardziej powiększającą się na poduszce krwawą plamę tuż koło ust leżącej na łóżku dziewczyny.
Radiowozy policyjne przyjechały w ciągu kilku minut i w chwilę później znaleźliśmy się z Andrzejem w areszcie. Dobrze, że pozwolili się nam ubrać i że dzieci nie widziały nas, ani nie wiedziały, co się stało. Oszczędzę ci szczegółów śledztwa i krótkiego na szczęście procesu. Niezależni eksperci stwierdzili, że dziewczyna była martwa z przedawkowania narkotyków na kilka minut przed tym, zanim Andrzej ją zaczął dusić, a nawet gdy zabierałam ją sprzed stacji metra nie miała właściwie żadnych szans na przeżycie. Mimo tego Andrzej został prosto z sali sądowej deportowany do Francji, a ja mimo posiadanego amerykańskiego obywatelstwa dostałam wyraźną sugestię, że powinnam mu towarzyszyć. Dobrze, że pozwolili mi zabrać dzieci i nie robili problemów z przelaniem pieniędzy na stary kontynent, bo podobno w takich sytuacjach rzadko kto miał tyle szczęścia. Po kilku tygodniach od procesu sprzedałam wszystkie nasze ruchomości, rozliczyłam kredyt bankowy sprzedając dom i wyjechałam do Paryża.
Andrzej czekał na mnie na lotnisku i przeraziłam się na jego widok, bo był cieniem człowieka, którego znałam. Objął mnie i przytulił, a potem przytulił naszych synów i powiedział, że może kiedyś sobie wybaczy, a na razie to mnie prosi o wybaczenie i obiecuje, że nigdy już mnie tak nie skrzywdzi, jak w Nowym Jorku. I ja prosiłam go o wybaczenie i też obiecałam go nie skrzywdzić. Czas zaczął goić rany, które sobie zadaliśmy. Przez jakiś czas Andrzej pracował w „Vogue", ale nie umiał wykrzesać w sobie dawnej pasji do fotografowania. Kiedyś przypadkiem spotkał Sylwię, która jak się okazało zostawiła Filipa i zmieniwszy nazwisko przyjechała do Paryża. Odnowiłyśmy naszą przyjaźń, chociaż praktycznie nie rozmawiałyśmy o seksie, bo patrząc z dystansu ani jej, ani mi nie przyniósł niczego dobrego. Dopiero po kilku miesiącach na tyle się ze sobą uporałam, że mogłam z nią szczerze porozmawiać. Jestem jej wdzięczna, że była przy mnie w Paryżu, bo jej siła i pogoda ducha, oraz dystans do świata pozwoliły mi wrócić do równowagi. Miała też zbawienny wpływ na Andrzeja, który mówił, że jest niezniszczalna, a nawet usiłował mnie wkurwić mówiąc, że gdyby nie była taka brzydka i nie w jego typie, to natychmiast by mnie rzucił i się z nią ożenił. Te głupie żarciki świadczyły, że też dochodzi do siebie i faktycznie przytył i pomijając siwiznę wyglądał prawie jak dawniej. Ja też przytyłam i przestałam o siebie dbać jak dawniej, ale byłam znacznie szczęśliwsza. Kilka lat temu Andrzej odszedł z pracy na dobre i wspólnie postanowiliśmy zostawić Francję i wrócić do Polski. Kupiliśmy ten mały pensjonat na Mazurach, który już poznałaś, a teraz kiedy nasi synowie rozpoczęli studia w Anglii, zaczęliśmy się wspólnie cieszyć spokojem i rozkoszować emeryturą. Po nauczce, którą dostaliśmy przestaliśmy szukać perwersji seksualnych, chociaż to, co ze sobą robimy daleko wykracza poza przyjęte, szczególnie w Polsce normy. Mamy też niepisaną umowę, że nie będziemy szukać innych partnerów do łóżka.
No i właśnie się zorientowałam, że przez Piotrka i ciebie, że tak powiem elegancko, chuj bombki strzelił. Miałam nadzieję, że Andrzej potrafi utrzymać kutasa w spodniach, ale wszyscy faceci są tacy sami i jeśli widzą seksowną dupę, to myślą tylko o tym, jakby jej wsadzić. W zasadzie powinnam wszystkich was zabić, nie wyłączając mojego męża idioty, ale po prostu mi ręce opadają na waszą kompletną głupotę, brak jakiegokolwiek poczucia, a nawet instynktu samozachowawczego. Dlatego chciałam z tobą porozmawiać, bo wydajesz się najbardziej inteligentna z całego tego towarzystwa. I teraz jako jedyna poza Sylwią wiesz, kim naprawdę jesteśmy. Zachowaj tę wiedzę dla siebie, ale zapamiętaj, że seks nie zawsze jest fajny i nie zawsze przynosi szczęście i satysfakcję, niezależnie czego by ci kretyńscy faceci nie wmawiali. Zaczęłaś stąpać po cienkim lodzie i zacznij myśleć, co będzie, gdy się pod tobą zarwie i czy jesteś gotowa, by ponieść cenę, którą w końcu będziesz musiała zapłacić. Ja nie byłam gotowa, więc niech moja historia będzie dla ciebie ostrzeżeniem."

 

Na tym zakończyła, a ja patrzyłam na nią z opadniętą szczęką, przerażona i zdołowana do ostatnich granic. Nie dość, że dopiero teraz uświadomiłam sobie, co właściwie zrobiłam, to jeszcze na dodatek okazało się, że zrobiłam to de facto nie tylko ze zboczeńcem, ale i zabójcą, chociaż na szczęście nie całkiem. Oczywiście nie wiedziałam, co powiedzieć, więc z wrodzonym taktem zapytałam, kim była zmarła dziewczyna.

 

"Kiedy się tego dowiedziałam, zrozumiałam czym tak naprawdę jest określenie „ironia losu". Ona rzeczywiście nie mówiła prawie słowa po angielsku, bo dopiero kilka tygodni wcześniej przyjechała do Stanów odwiedzić jakąś swoją daleką kuzynkę. Nazywała się Danuta Strzemińska, ale dla mnie już zawsze będzie się nazywała Dead, bo na jej śmierć patrzyłam, siedząc w fotelu i pieszczą swą cipkę."

 

Łzy pociekły jej po twarzy, a ja poczułam się jak kawałek gówna, którym zresztą byłam. W milczeniu wróciłyśmy do domu, gdzie jak się na szczęście okazało nie było mojej Mamy, którą Piotrek odwiózł do miasta. Zjadłam trochę zimnej jajecznicy, która była obrzydliwa i smakowała spermą, jakby nawet jej Andrzej nie darował, a potem poszłam do sypialni. Położyłam się na łóżku, a kiedy wreszcie wrócił Piotrek, okazało się, że Magda i Andrzej już pojechali do siebie...

 

 

Ciąg dalszy (oraz to, co się zdarzyło wcześniej) w książce DZIEWCZYNA Z LUSTRA.

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej.