Teksty
POLISA
Zdarzyło się to w kwietniu albo w maju 2001 roku, kiedy jeszcze mieszkałem i pracowałem w Warszawie. Byłem copywriterem w dużej agencji reklamowej na Powiślu, a to, co z tej pracy pamiętam, to, że miałem jej serdecznie dosyć. Byłem zdaniem szefa „niskokreatywny" a czułem się zwyczajnie śmiertelnie znudzony wymyślaniem sloganów do kampanii reklamowych jogurtów, lodów i proszków do prania. Mój szef też chyba się stawał mną znudzony i jedynym powodem, dla którego mnie jeszcze nie wywalił był fakt, że z tych nudów łapałem się w firmie każdej dodatkowej roboty, nawet takiej jak przyniesienie prezesowi kawy czy odebranie z pralni sukienki kierowniczki działu. Wszystko byle tylko nie siedzieć za biurkiem i nie wpatrywać się tępo w pusty ekran komputera z migającym kursorem po środku.
Wcale więc nie byłem zdziwiony, gdy w któreś piątkowe popołudnie Zibi (czyli właśnie mój szef) wezwał mnie do swojego gabinetu i powiedział:
- Juruś, słoneczko moje, mam do ciebie serdeczną prośbę – umówiłem się na dzisiaj z agentem ubezpieczeniowym, ale rozumiesz wypadło mi coś nieoczekiwanego i muszę wyjść wcześniej z pracy... Tu spojrzał w kierunku drzwi do kopiarni z za których, jak mi się zdawało, dobiegł przytłumiony chichot i mrugnął do mnie znacząco.
Zibi (nazywany w firmie pieszczotliwie „Jebi") znów pewnie wysłał do biura pośrednictwa pracy ofertę zatrudnienia dla jakiś stażystek prosto po szkole i miał chyba ochotę przeprowadzić w którymś z podwarszawskich moteli pierwszą rozmowę kwalifikacyjną. Udałem jak zwykle w takich sytuacjach, że nic nie dostrzegam i powiedziałem:
- Jasne, nie ma żadnego problemu.
- Tu masz słoneczko kluczyki do naszych nowych firmowych autek, dowody rejestracyjne i całą resztę – przesunął w moim kierunku niewielki stos papierów.
- Nie zejdzie wam dużo czasu, cyknie tylko parę fotek w garażu, wypisze polisy, ty podpiszesz, podstemplujesz i masz wolne. Acha, wrzuć do jakiejś oddzielnej teczki polisę dla mojego Audi, muszę ją wysłać z potwierdzeniem wpłaty do leasingu... Będzie o szesnastej. Nigdy się nie spóźnia – tu spojrzał na mnie znad okularów – i odnoszę wrażenie, że żyje tylko swoją pracą. Kurczę, szkoda, że nie ma pojęcia o reklamie... Zatrudniłbym w moment i to bez żadnych rozmów kwalifikacyjnych... rzucił w przestrzeń pod adresem moim lub będącej za drzwiami panienki.
Gwałtowne poruszenie w kopiarni chyba sprowadziło go na ziemię, bo chrząknął, wstał od biurka, klepnął mnie w ramię i prawie wypchnął z gabinetu.
- Stary, skocz jeszcze na górę po folię do roll – up'ów na reklamę Vizira – krzyknął jeszcze przez drzwi.
Jak wróciłem, już go nie było.
Miałem całe biuro dla siebie i jeszcze prawie dwie godziny oczekiwania. Wcześniejsze wyjście szefa spowodowało masową ucieczkę kolegów i koleżanek. Wszyscy spieszyli się do dziewczyn, chłopaków, niektórzy do rodzin. Mnie się nigdzie nie spieszyło.
Z Karoliną byliśmy małżeństwem dwa lata. Przed ślubem znaliśmy się krótko, chyba niecałe cztery miesiące. Na początku była pasja, wzajemne zauroczenie okraszone do tego wspólnymi zainteresowaniami i takimi samymi poglądami na życie. Jeśli chodzi o seks, to nadal był bardzo dobry. „Bardzo dobry" – to właśnie przychodziło mi na myśl, kiedy zastanawiałem się nad tym, co robimy w łóżku. Pewnie zawsze był taki „bardzo dobry", ale coraz częściej uświadamiałem sobie, że nie mogę powiedzieć o nim niczego więcej. Jakiś czas temu złapałem się na tym, że myślę o seksie z Karoliną, jako o niezależnym i jakby nas niedotyczącym elemencie naszego życia. Zauroczenie już nas opuściło, pasja wyparowała. Pozostał seks, z lekka mechaniczny i pozbawiony pierwotnej siły. Takie przyzwyczajenie jak poranne „dzień dobry", czy zdawkowe „kocham cię". Niesatysfakcjonujący i niezbyt przyjemny Bardzo Dobry Seks.
Nie miałem w pracy żadnej książki, a rano zapomniałem kupić gazetę. Nie chciało mi się lecieć do kiosku, który i tak był już pewnie zamknięty. Postanowiłem pobuszować trochę po necie i przeczytać najważniejsze wiadomości.
Usiadłem za biurkiem szefa, który (a jakże!) miał największy monitor w firmie. Stroną startową były Google. Zacząłem wpisywać adres Onetu i chyba nacisnąłem coś nie tam gdzie trzeba, bo nagle na ekranie rozwinęła sie lista stron, które wcześniej przeglądał Zibi. Cholera, co tam było już w samych adresach: nastolatki (oczywiście napalone), mamuśki, babcie z młodymi, transwestyci, BDSM, gwałty, monstrualne dilda, wibratory...
Mamy w firmie całkowity zakaz wchodzenia na strony pornograficzne, na komputerach założone są zresztą filtry, ale jak zobaczyłem szefa to nie dotyczyło. Niespecjalnie lubię porno, ale sytuacja była raczej niecodzienna. Grzebałem w komputerze szefa całej agencji, szefa myślącego raczej nie mózgiem (przypomniał mi sie cytat z filmu: „Mała główka myśli za dużą głowę i to jest piękne!") o tym, że trzeba wyłączyć komputer, a w każdym razie wyczyścić historię przeglądania. Za samo takie grzebanie mógłbym mieć poważne kłopoty. I nie skończyłoby się jedynie na wyrzuceniu z pracy. Cała ta pornografia, to był przy tym mały pikuś.
Pomyślałem a co tam i zacząłem po kolei otwierać strony. Sporo mnie zniesmaczyło, kilkanaście potraktowałem obojętnie, a przy kilku nawet się podnieciłem. Jak każdy facet jestem wzrokowcem i wygląd kobiety jest dla mnie najważniejszym powodem zainteresowania. Mam ściśle określony typ babek, które mnie kręcą: niskie, drobne, z małym biustem, wyglądające niewinnie, a jednocześnie wyuzdane. Karolina śmiała się ze mnie, że jestem krypto gejem i pedofilem w jednym, bo nie znoszę dużych piersi i pulchnych pośladków i że najlepiej to powinienem zamieszkać z jakimś młodym facetem.
Tu się akurat myliła, bo homoseksualizm zawsze budził moją awersję i nieraz łapałem się na tym, że jestem wyjątkowo niemiły dla kilku kolegów w naszej agencji, mimo, że tylko podejrzewałem ich o odmienne preferencje seksualne.
Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk dzwonka. Szybko zamknąłem okna przeglądarki, wyczyściłem historię (nie chciałem popełnić błędu szefa) i wyłączyłem komputer. Podszedłem do drzwi biura. Przez mlecznobiałą szybę dostrzegłem zamazana sylwetkę.
- Hestia Ubezpieczenia, byliśmy umówieni...
Nacisnąłem przełącznik elektrycznego zamka i drzwi rozsunęły się z cichym mlaśnięciem. Spojrzałem na mojego gościa i kompletnie zbaraniałem. Kogoś takiego jeszcze nie widziałem w życiu.
Babka była wyższa ode mnie przynajmniej o głowę (mam ponad metr osiemdziesiąt) i niesamowicie szczupła, powiedziałbym, że wręcz anorektycznie chuda. Miała bardzo długie ciemne i rozpuszczone włosy. Do tego mocny wieczorowy makijaż i modne męskie okulary z niezwykle grubymi szkłami.
- Nazywam się Julia Werter i reprezentuję Towarzystwo Ubezpieczeń Hestia. Mam przygotować polisy do Państwa samochodów – wyciągnęła w moim kierunku rękę.
To mnie dopiero otrzeźwiło. Cofnąłem się w głąb biura i trochę niezdarnie uścisnąłem jej dłoń. Miała cienkie, ale nieprawdopodobnie długie palce.
„Była pianistka ze smykałką do koszykówki lub na odwrót" – pomyślałem.
- Zapraszam serdecznie – odchrząknąłem cofając się jeszcze bardziej.
- Proszę panią do gabinetu.
Szła za mną pewnie, tak jakby już tu kiedyś była. Przepuściłem ją w drzwiach gabinetu Zibiego.
- Proszę usiąść – powiedziałem, przyciągając w kierunku biurka krzesło.
Dopiero teraz w pełnym świetle zobaczyłem, że jej ubranie było równie nietypowe jak ona sama. Nosiła damski garnitur od Armaniego i sporą ilość unikatowej biżuterii. Na nogach miała buty od Jimmy'ego Choo. I na kilometr było widać, że wszystko to nie są podróbki. Tu uwaga na boku: uwielbiam się dobrze (i bardzo drogo) ubierać. Większość pieniędzy wydaję na ciuchy i buty, a wartość mojej garderoby może sugerować, że zarabiam znacznie więcej niż większość przeciętnych facetów. Garnitury Hugo Boss, kilka Kenzo, trochę Prady, Saint – Laurenta, Muglera i mój ulubiony od Valentino. Do tego koszule Charlesa Tyrwhitta, krawaty od Hermesa i kilka gadżetów takich jak designerska komórka i klasyczne wieczne pióro. Tak ubrany czułem się lepszy a jednocześnie odgrodzony od świata barierą luksusu i skutecznie podniesionej samooceny. Byłem więc dobrze zorientowany w świecie mody i szpanu, często też zabawiałem się ocenianiem na tej odstawie zasobności portfeli bliźnich siedzących w restauracjach i kawiarniach, a nawet tych mijanych w przelocie na ulicach.
Julia Werter ubrana była bardzo drogo. Położyła na biurku neseser (Luisa Vuittona, a jakże!), otworzyła go i wyciągnęła sporej wielkości kartonową teczkę.
- Tu mam przygotowane polisy, trzeba będzie wpisać tylko dane poszczególnych samochodów.
Bez słowa pchnąłem w jej stronę dokumenty i ksera dowodów rejestracyjnych.
- No i musimy zrobić zdjęcia aut. Ale to tylko przy pierwszej polisie. Potem będziemy jedynie aktualizować dane.
- Więc może zaczniemy od tych zdjęć, póki jest jeszcze widno – zaproponowałem.
- Jestem gotowa – powiedziała wyciągając z neseseru aparat.
Wsiedliśmy do windy, pustej w te piątkowe popołudnie. Zawsze mnie dziwiło, dlaczego w tak nowoczesnym budynku windy poruszają się wolniej niż w starych gierkowskich blokach. Podczas jazdy w dół doszedł mnie jej zapach – niepokojąca mieszanina piżma, drzewa sandałowego i bliżej nieokreślonych orientalnych przypraw.
Żeby dostać się do firmowego parkingu trzeba było przejść przez ruchliwą o tej porze ulicę Dobrą a następnie przez rondo przy Solcu i Czerwonego Krzyża. I powiem wam, że za moją towarzyszką oglądała się cała męska część populacji (a i spora część damskiej też). Szedłem trochę z tyłu i dopiero teraz zwróciłem większą uwagę na jej buty: poza niewątpliwie piękną linią i znakomitym designem miały jeszcze jedną, typową dla projektanta cechę – przynajmniej dziesięciocentymetrowe obcasy.
- Babka nie ma kompleksów – pomyślałem.
Cechy Julii Werter budziły we mnie dosyć ambiwalentne uczucia: wzrost, długie włosy, okulary z grubymi szkłami – wszystko na „nie". Z drugiej strony szczupłe, regularne rysy twarzy, mały prosty nosek (nie jestem fanem Steczkowskiej...) i ostry, wyzywający makijaż, który kręcił mnie dodatkowo... Cholera, żeby nie wyglądała jak fotografia rozciągnięta w Photoshopie, to kto wie... No, bo i te ciuchy... Chociaż, z drugiej strony... ale nie, nie podobała mi się, powodowała co najwyżej z lekka niezdrową fascynację, trochę jak kraksa, której efekty widzimy przez moment przejeżdżając obok w drodze na urlop. I mówiąc sobie „jak to dobrze, że nie trafiło na mnie..."
Pokazałem jej samochody stojące na parkingu a ona obfotografowała je starannie a później wróciliśmy do budynku agencji.
W holu była tylko ochrona. Wsiedliśmy do pustej windy i zaczęliśmy wlec się na górę. Znowu owiał mnie jej zapach i nie wiem czy to on, czy oglądane poprzednio pornosy sprawiły, że poczułem rosnącą erekcję. Patrzyłem bezmyślnie w szybę windy i z tej bezmyślności wyrwał mnie dopiero głos Julii:
- To bardzo miłe, proszę pana...
Spojrzałem na nią i zobaczyłem, że z uśmiechem patrzy na moje wypchnięte w kroku spodnie.
- Eee... eee... wydukałem jedynie. Czułem kompletną pustkę w głowie i kompletnie nie wiedziałem, co powiedzieć. Julia jeszcze raz się uśmiechnęła i przejechała swoją szczupłą dłonią po namiocie, który zrobiłem z własnych spodni.
Winda stanęła (i nie tylko winda...). Tkwiłem w niej jak głupi, patrząc na Julię z opadniętą szczęką.
- To chyba pańskie piętro – powiedziała.
- Tak, tak, oczywiście – ocknąłem się z kolejnego już dzisiaj osłupienia. Otworzyłem kartą drzwi biura i ponownie przepuściłem Julię. Gdy tylko drzwi się zamknęły, odwróciła się twarzą do mnie.
- Chodźmy do gabinetu, mam dla pana małą niespodziankę...
Weszliśmy do środka i Julia zamknęła za sobą drzwi.
- Zdejmij spodnie i usiądź – wskazała ręką krzesło, na którym sama przed naszym wyjściem siedziała.
Jak w transie rozpiąłem pasek i zrzuciłem spodnie na podłogę.
- Teraz bokserki i skarpetki. Zdejmij też krawat i rozepnij koszulę.
Automatycznie spełniłem jej polecenia.
Julia zdjęła okulary i rozpięła żakiet. Zsunęła buty i także ściągnęła spodnie. Lekko przykucnęła i ponownie założyła buty a potem wyprostowana stanęła przede mną. Pod żakietem nie miała bluzki ani biustonosza. Przysłoniła rękami bardzo małe piersi a następnie lekko i zmysłowo przeciągnęła się, delikatnie kołysząc biodrami. Miała na sobie dziwne, gęsto obszyte koronkami majteczki (zapewne drogie jak diabli), które przysłaniały jej płaski brzuszek i wyraźnie sterczący wzgórek łonowy, odsłaniając w zamian prawie całe pośladki.
- Mam dwa proste warunki: żadnego dotykania mnie rękoma i żadnych samodzielnych decyzji. Jeżeli czegoś chcesz, to o to poproś. Ja decyduję – tu jest mój cyrk, a ty jesteś moją małpką. Jeżeli się nie zgadzasz, to powiedz od razu, rozstaniemy się i zapomnimy...
- Eee... jak dla mnie, brzmi nieźle... wydukałem. Kurczę – przy tej kobiecie mówiłem i zachowywałem się jak kompletny półmózg...
- Złóż ręce z tyłu krzesła – powiedziała, podnosząc z podłogi mój krawat. Błyskawicznie zrobiła pętlę a następnie kocim ruchem wsunęła sie za krzesło. Zanim miałem szansę zaprotestować, już skrępowała mi ręce za plecami i przywiązała krawatem do oparcia krzesła.
- To moja mała polisa ubezpieczeniowa – wyszeptała opierając brodę na moim ramieniu.
- Jeszcze tylko chwilka...
Podeszła do biurka i z neseseru wyjęła zbrojoną taśmę klejącą tzw. krokodylka.
- Rozstaw stopy – powiedziała klękając przy krześle. Po kolei łapała moje nogi w kostkach i przymocowywała je z pomocą taśmy do tylnych nóg krzesła. Poczułem, że podniecenie gwałtownie ze mnie opada. Tkwiłem na krześle kompletnie unieruchomiony, w pustym biurze i w pustym biurowcu, z członkiem na wierzchu, z obcą, nagą kobietą, która miała wobec mnie najwyraźniej wrogie zamiary! Mój kutas raptownie się skurczył. Julia też to zauważyła. Oparła ręce na moich udach i przysunęła twarz do mojej. W kącikach mocno podmalowanych oczu zauważyłem kurze łapki. Ile mogła mieć lat? Cały czas nie potrafiłem tego określić.
- Małpka się przestraszyła? Nie bój się małpko... Będę mówiła o wszystkim, co chcę ci zrobić i o tym, co chcę, żebyś zrobił mi... Żadnych niespodzianek, żadnych niedopowiedzeń. Jeśli nie będziesz czegoś chciał robić, to powiedz, a ja to uszanuję. Do niczego cię nie zmuszę i ty mnie nie zmusisz do niczego, czego nie chcę. To chyba dobry układ?
Czułem się nadal cholernie spięty i przerażony. W ogóle nie myślałem już o seksie, chciałem sie tylko uwolnić. Nie znoszę i nigdy nie znosiłem żadnej seksualnej przemocy, tak samo biernej, jak i czynnej. Nie rozumiem jak ludzie mogą czerpać przyjemność z poniżania innych lub z bycia poniżanymi. Zawsze wydawało mi się to obrzydliwe i dla mnie kompletnie aseksualne. Toteż sam nie wiem, dlaczego kiwnąłem głową i powiedziałem głośno i wyraźnie:
- To idealny układ. Zgadzam się na wszystko.
Julia wstała, podniosła ręce i wykonała taneczne en tourmant.
- Podobam ci się?
- Wiesz, że tak...
- Przypatrz mi się dokładnie... Co cię we mnie najbardziej podnieca?
- Ciuszki, te buty...
- Jesteś małym gadżeciarzem małpko... Ale ja teraz nie mam na sobie ciuszków. Powiedz, co cię podnieca WE MNIE...
- To, że jesteś tak gładko wygolona... no ... i pupcia – wychrypiałem.
- Mały gadżeciarz, a do tego fetyszysta – uśmiechnęła się zalotnie.
- A co chcesz, żebym dla ciebie zrobiła?
- Ściągnij majteczki...
- O tym raczej nie będziemy rozmawiać – skrzywiła się lekko, jakbym jej sprawił przykrość.
- Pewne miejsca nie są przeznaczone dla ciebie – podeszła do mnie i jakby przepraszając pocałowała mnie w usta. Jeszcze raz oparła ręce na moich udach.
- Na razie trzeba coś z tym zrobić – przejechała palcem po moim opadniętym członku ruchem tak szybkim i delikatnym, że prawie go nie poczułem.
- Teraz uklęknę przed tobą i wezmę go do buzi...
- Wiesz co, raczej nie jestem fanatykiem seksu oralnego, szczególnie praktykowanego na mnie i to w takich okolicznościach...
- Cóż, brak doświadczenia – popatrzyła mi głęboko w oczy.
Cholera, wcale nie miała oczu krótkowidza, po co więc były te grube szkła?
- Nie... raczej złe doświadczenia...
Myliła się. Doświadczenia były po prostu nijakie i przez to frustrujące. Karolina brała mojego kutasa w usta na początku naszego związku, ale nie sprawiała mi żadnej przyjemności. Mimo całego entuzjazmu, który w nią wkładała, dla mnie była to pieszczota kompletnie bez wyrazu, a nawet trochę żenująca. Podobnie wyglądały moje wcześniejsze doświadczenia. Kiedy panienka wyjmowała z ust mojego oślinionego fiuta, czułem tylko chłód zimnego powietrza na nim i nic ponadto. O wiele bardziej lubiłem im wsadzać w pizdę. Bardziej mnie podniecało, także w sensie czysto fizycznym, kiedy lizałem ich nabrzmiałe i mokre cipki...
Znowu się wyłączyłem, bo do rzeczywistości przywołał mnie dopiero wyraźnie wyczuwalny dotyk dłoni Julii na moim kutasie.
- Chyba lubisz ciasno i mocno – było to bardziej stwierdzenie niż pytanie.
Przysiadła na piętach pomiędzy moimi rozłożonymi nogami.
- Teraz sie odpręż i bądź cicho jakiś czas, bo usta będę miała zajęte i nie będę mogła z tobą rozmawiać – jeszcze raz przejechała dłonią po moim kutasie i znów się skrzywiła, jakby nadal była niezadowolona. Następnie otworzyła usta i wsunęła do nich prawie pół swej dłoni. Oniemiałem. Julia miała co prawda bardzo krótkie paznokcie, ale wziąwszy pod uwagę długość jej palców musiała sięgnąć musiała sięgnąć sobie aż do gardła. Lekko obróciła rękę i wyjęła ją błyszczącą i mokrą. Wygięła dłoń, chwilę patrzyła przez rozsunięte palce, po których spływały nitki śliny, a następnie ruchem pewnym, ale już nie tak szybkim i delikatnym jak poprzednio złapała mojego kutasa. Było w tym coś fascynującego i obrzydliwego jednocześnie, ale nie powiem: dotyk jej dłoni był teraz dużo przyjemniejszy. Drugą ręką złapała mnie za napletek i rozciągnęła całego mojego sflaczałego członka. Jęknąłem, bardziej z zaskoczenia, niż z bólu. Julia zaczęła przesuwać zaciśniętą zaślinioną dłonią po moim kutasie, który, jak poczułem zaczął nagle budzić się do życia. Nadal balansowała na stopach kucając pomiędzy moimi nogami. Jeździła teraz dłonią bez żadnej podpory po moim sterczącym kutasie.
- A teraz clou programu – powiedziała opadając na kolana. Schwyciła mnie mocno nad jądrami i dosłownie nasunęła swoją głowę na mojego członka. Mam średni rozmiar, ale gdy jestem podniecony przekraczam pewnie piętnaście centymetrów, a wydawało mi się, że w tej pozycji dobijam do dwudziestu. Dla Julii nie stanowiło to jednak żadnego problemu. Po prostu mnie wchłonęła i to po same jądra! Ruszała głową do przodu i do tyłu, jednocześnie ściskając w dłoni mojego kutasa. Miałem wrażenie, że językiem dosłownie owija go wokół, szorując równocześnie po całej jego długości. Nie wiem czy trwało to minutę, czy kwadrans, ale poczułem, że zaraz odlecę. Julia też to wyczuła, bo zmieniła taktykę. Odsunęła się ode mnie, jednocześnie wypuszczając kutasa z buzi. Uśmiechnęła się i oblizała wargi.
- Widzę, że to jednak lubisz, kłamczuszku... Pozwolę popatrzeć ci na coś innego, coś, czego jeszcze nie widziałeś – sięgnęła za siebie i przez chwilę na ślepo szukała czegoś w neseserze na biurku. Wyjęła powiększające lusterko kosmetyczne, takie samo, jakiego Karolina używała do makijażu. Oparła je o nogę biurka, popatrzyła na mnie, na swoją rękę wciąż trzymającą mojego członka, odrobinę przesunęła lusterko i zapytała:
- Czy widzisz, co ci robię?
Do diabła – miała chyba laserową poziomicę w oczach, bo w lusterku dokładnie widziałem swoje jądra i jej powiększoną przez soczewkowy kształt zwierciadła dłoń na moim kutasie. Julia pochyliła się nade mną i ruchem znów tak szybkim, że prawie go nie dostrzegłem przeniosła dłoń poniżej jąder. Zamknęła w ten sposób całe moje przyrodzenie w ciasnym pierścieniu swoich palców. Odrzuciła włosy na bok głowy (chyba żebym dokładnie widział w lusterku co robi) i jeszcze raz, tym razem powoli wsunęła mojego chuja w usta.
Mój kutas był napęczniały jak chyba nigdy przedtem, po pierwsze z podniecenia a po drugie, bo palce Julii były naprawdę silne i wcale mnie nie oszczędzały. Miał taką grubość, że do tej pory nie wiem, jak ona potrafiła tak szeroko otworzyć usta, że mieścił się w nich zupełnie swobodnie i luźno. Przesunęła go bardzo głęboko, tak, że wargami dotknęła moich jąder. I wtedy wysunęła język i zaczęła lizać mnie po nabrzmiałych jajach!
Boże! Ja nie tylko to czułem – ja to widziałem! Czegoś takiego nie było nawet w internetowych pornosach! Czułem, że zaraz dojdę, ale ściskające mnie palce Julii skutecznie powstrzymywały nadchodzący wytrysk. Odrzuciłem gwałtownie głowę do tyłu i poczułem jak sztywnieją mi wszystkie mięśnie. Jednocześnie za wszelką cenę chciałem patrzeć w lusterko. Pochyliłem się na tyle, na ile pozwalały mi skrępowane ręce i krzyknąłem – jak mi się zdawało jednocześnie:
- Nie! Jeszcze nie chcę kończyć!
- Tak, chcę się spuścić!
Julia znów wypuściła mojego kutasa z buzi i nadal mocno zaciskając pierścień palców oblizała usta. Ależ ona miała długi język!
- Zaraz pozwolę ci dojść. Tak będzie lepiej, bo pierwszy raz lepiej skończyć szybko. Potem będziesz mógł się powstrzymać dłużej, znacznie dłużej... A teraz powiedz, gdzie się chcesz spuścić?
- Na twoją śliczną twarzyczkę...
Znów się skrzywiła.
- To raczej nierealne... Rozmażesz mi makijaż a poza tym nie mam tutaj gdzie umyć i wysuszyć włosów. Służę ci za to moimi ustami... tylko malutki warunek: chcę, żebyś posmakował swojej spermy razem ze mną. Sądzę, że będzie to dla ciebie pouczające doświadczenie na przyszłość – roześmiała się cicho.
- Nie bardzo wiem, o co ci chodzi – powiedziałem zdziwiony.
- To bardzo proste. Popatrz na mnie – znów pochyliła się w kierunku mojego kutasa. Przechyliła go do siebie i wysunęła język jednocześnie lekko rozchylając palce. Chyba już wcześniej musiałem mieć orgazm, bo wypłynęła ze mnie sperma i pociekła na wysunięty języczek Julii. Znów zacisnęła palce, tak, że nie było tego więcej, niż łyżeczka od herbaty. Julia uśmiechnęła się i ospermionym językiem znowu przesunęła po wargach.
- A teraz otwórz buzię, małpko...
- No chyba żartujesz...
- Ja nigdy nie żartuję, a przynajmniej nie podczas seksu. Ale jeśli nie chcesz, to nie. Coś za coś, wymiana usług wzajemnych.
Byłem tak podniecony i tak długo balansowałem na krawędzi orgazmu, że w jądrach czułem fizyczny ból.
- Dobrze, niech i tak będzie!
Julia znów pochyliła się nad moim kutasem i znowu rozluźniła palce. Sperma ponownie pociekła na jej język. Tym razem jednak Julia uniosła się z klęczek, pochyliła się nade mną i wsunęła język głęboko w moje otwarte usta, dosłownie wycierając go o moje zęby!
Poczułem lekko słonawy smak spermy zmieszanej ze śliną Julii i nie powiem, żeby był nieprzyjemny. Może raczej dziwny i jakby abstrakcyjny.
- Widzę, że jeszcze nigdy jej nie próbowałeś – zaśmiała się Julia.
- I cóż, dobre? Powinieneś spróbować spermy innego faceta, to będzie wtedy daleko mniej bezosobowe. Ja sama wolę smakować innych niż siebie... A teraz do dzieła!
Jeszcze raz opadła na kolana i jeszcze raz wsadziła mojego kutasa do buzi. Jej ruchy były płynne i posuwiste, a języczek wprost szalał. Odrzuciłem ponownie głowę do tyłu, zamknąłem oczy i cały skupiłem się w jedną kulę namiętności, podniecenia i oczekiwania, która po chwili wybuchła... tak... wybuchła najbardziej porażającą w moim życiu falą ekstazy i czysto fizycznej rozkoszy. Czułem, że dosłownie rozpadam się na kawałki. Chyba krzyczałem, ale nie potrafię przypomnieć sobie słów, które mówiłem. Wiem tylko, ze jeszcze w trakcie orgazmu, który zdawał sie trwać wiecznie, poczułem na twarzy dłonie Julii. Lekko uniosłem powieki i zobaczyłem jej oczy tuż przy moich. Wargami wpiła sie we mnie, wpuszczając mi w usta potok mojej własnej spermy, którą piłem, błogosławiąc każdą chwilę tego pocałunku.
Oderwała sie wreszcie ode mnie i przez kilkanaście sekund patrzyła na mnie z coraz szerszym uśmiechem. Dostrzegłem w jej oczach iskierki i zrozumiałem, że to jeszcze na dzisiaj nie koniec...
Ciąg dalszy w książce SŁODKA WALENTYNKA.