Ciekawa literatura

CZUŁY PUNKT AMY

X 1Wiele osób było zainteresowanych prowadzonymi przez nas badaniami nad sposobami zwiększania skali doznań seksualnych. Chcieli się podzielić swoimi doświadczeniami lub po prostu wyrazić opinię. Jeden z listów był bardzo ciekawy i doprowadził do podjęcia jednego z najciekawszych projektów badawczych, które zrealizowaliśmy.

Napisała dziewczyna ze Słowacji, która od niedawna mieszka w Stanach z zapytaniem na temat biopsji. Opisała swoją dużo starszą koleżankę z pracy, która miała jakiś problem zdrowotny i lekarze przeprowadzili biopsję w jej odbytnicy. Podobno od tego czasu ta kobieta odczuwa silne pobudzenie seksualne i uwielbia seks analny. Napisała, że ona też często kocha się analnie, jednak taka penetracja nie wywołuje u niej podniecenia, a jedynie ból, lub dyskomfort (w najlepszym przypadku). Dlatego pyta nas czy taka biopsja pomogłaby jej zwiększyć przyjemność ze stosunków analnych i co sądzimy na ten temat.

 

Początkowo nie byliśmy pewni czy ten list jest poważny, czy to jakiś głupi dowcip. Peter jednak zdecydował go nie ignorować i krótko, ale profesjonalnie odpowiedział. Napisał, że po takim zabiegu mogą wytworzyć się miejsca o szczególnej wrażliwości, których pobudzanie będzie niezwykle stymulujące. Po kilku dniach przyszedł kolejny list, który jeszcze bardziej nas zaszokował. Pisała ta sama dziewczyna i bardzo prosiła nas abyśmy się z nią spotkali, bo strasznie chce z nami porozmawiać. Po kilku następnych mailach umówiliśmy się na spotkanie w Nowym Jorku. Jednocześnie Peter szukał informacji na ten temat. Nie było to łatwe, ale znalazł w końcu opis podobnego zabiegu. Polegał on na usunięciu błony śluzowej z niewielkiego obszaru w odbytnicy, a następnie zatrzymaniu krwawienia przy pomocy specjalnych środków chemicznych. Należało zeskrobać zewnętrzne tkanki z kwadracika o boku 1cm. specjalną łyżeczką, taką jak do wyskrobywania macicy, potem przykładając pałeczki lapisu do uszkodzonych niewielkich naczynek krwionośnych przypalało się je blokując krwawienie. Peter był przekonany, że sztywny strupek, a następnie niewielka blizna, która wytworzy się w tym miejscu będzie podczas penetracji intensywnie pobudzana zwiększając podniecenie. Obaj czuliśmy, że gdyby udało się nam przeprowadzić taki zabieg, nagralibyśmy nasz pierwszy film z prawdziwym chirurgicznym zabiegiem analnym. Bardzo nas to ekscytowało.

Gdy spotkaliśmy Amy okazało się, że jest śliczną 19-letnią blondynką o zgrabnej sylwetce i małych, ale kształtnych pośladkach. Długo nie mogliśmy opanować podniecenia. Pożartowaliśmy trochę próbując nawiązać bliższy kontakt. Była bardzo rozmowna i miła. W Stanach mieszkała dopiero od pół roku, uczyła się w collegu, a wieczorami sprzątała biura. Rozmawiało się nam bardzo dobrze. Spróbowałem z nią rozmawiać po polsku, jednak lepiej rozumieliśmy się po angielsku. Zresztą Peter postanowił szybko przejść do sedna sprawy. Zaproponował spacer po Central Parku, podczas którego Amy opowiedziała o swoim pomyśle. Był ciepły słoneczny dzień, spacerowaliśmy słuchając jej opowieści. Byliśmy bardzo podnieceni dowiadując się szczegółów z jej życia seksualnego, gdy jednocześnie patrzyliśmy na jej młode, piękne ciało. Staraliśmy się jednak być profesjonalni i słuchaliśmy uważnie, co pewien czas przytakując.

„Swojego stałego chłopaka poznałam, gdy miała 16 lat. On był wielkim fanem seksu analnego i szybko mnie tego nauczył. Kochaliśmy się tak bardzo często. Cieszyłam się, że jemu się to podoba. Jednak ja sama nie odczuwałam podniecenia przy takich stosunkach. Miał niewielkiego kutasa, więc oczywiście nie bolało mnie, ogólnie było miłe, ale nie podniecające. Po stosunku, żeby przeżyć orgazm musiałam się jeszcze długo masturbować. Myślałam, że tak musi być.

W wakacje zatrudniłam się w hotelu do sprzątania pokoi. Tam poznałam Betty, miała 40 lat i od wielu lat pracowała w tym samym hotelu. Sprzątałyśmy razem i często musiałam ją zastępować, ponieważ miała jakiś problem zdrowotny i chodziła na różne badania. Początkowo denerwowało mnie to, gdy jednak dowiedziałam się, że chodzi o jakieś kłopoty z odbytem poczułam do niej sympatię, właśnie z powodu tej dziwacznej obsesji mojego chłopaka. Zaprzyjaźniłam się z nią i okazała się fajną koleżanką. Spotykałyśmy się często po pracy i długo rozmawiałyśmy. Dowiedziałam się, że ma uciążliwe biegunki i lekarze nie bardzo wiedzą, dlaczego. Przeprowadzali różne badania, wkrótce miała mieć kolejne: biopsję.

Ten zabieg bardzo ją odmienił. Po pierwsze przestała mieć biegunki. Wcześniej codziennie brała suplementy witaminowe, po zabiegu lekarze zabronili jej przyjmować jakichkolwiek tabletek i okazało się, że wszystko jej przeszło. To te tabletki, które łykała dla zdrowia, wywoływały biegunki. Po drugie jednak pojawiło się coś jeszcze. Jako najlepszej przyjaciółce wyznała mi, że od tego zabiegu zaczęła odczuwać silne podniecenie i zainteresowanie seksem analnym. Mnie oczywiście to niezwykle zainteresowało i często ją o to wypytywałam. Opowiadała, że czuje tak jakby miała w pupie taki punkt, który przy dotykaniu wywołuje w niej niezwykłą rozkosz.

Powiedziałam o tym mojemu chłopakowi. Też się zainteresował. Powiedział, że chętnie by ją zbadał. Może wtedy wiedziałby, co zrobić żebym ja też czuła taką przyjemność podczas seksu analnego. Miał specjalny wziernik analny, którym czasem badał moją pupę i wiedziałam, że robi to dobrze. Musiałam tylko przekonać Bety.

Okazała się chętna do pomocy. Po tylu badaniach, które przeszła jeszcze jedno nie stanowiło już problemu. Po raz pierwszy obserwowałam takie badanie i bardzo mnie to podnieciło. Widziałam rozwartą pupę Bety oraz różne przedmioty, które mój chłopak wkładał jej głęboko do środka i dotykał jej wnętrza. Po kilkunastu minutach odkrył najważniejsze. W miejscu biopsji wytworzyła się niewielka blizna, bardzo bogata w zakończenia nerwowe. To właśnie jej dotknięcie wywoływał u Bety tak silne podniecenie.

Sprawdziłam to sama! Zajrzałam do jej rozwartej pupy, mój chłopak dał mi specjalny pręcik. Włożyłam go do środka i nacisnęłam w tym miejscu. Bety jęknęła. Spytałam czy to jest przyjemne. Odpowiedziała, że to jest właśnie to miejsce.

Szukaliśmy potem z moim chłopakiem informacji na ten temat jednak nie udało się nam nic znaleźć. Ja tak bardzo tego chciałam, że namówiłam mojego chłopaka żeby sam spróbował zrobić mi biopsję. Kupiłam mu nawet specjalnie, przez Internet, skalpel chirurgiczny. Któregoś dnia spróbował to zrobić. Jednak gdy naciął mnie, zaczęłam mocno krwawić. Przestraszył się, długo nie mógł zatamować krwi. Nie bolało mnie, ale gdy po wszystkim wstałam i zobaczyłam te wszystkie waciki czerwone od mojej krwi też się przestraszyłam. Zdecydowałam, że muszę znaleźć prawdziwego lekarza. Kilka razy byłam na badaniach analnych, ale lekarze mówili mi, że jestem zdrowa i nie ma potrzeby robienia biopsji. Ostatecznie znalazłam klinikę w Belgii, gdzie przeprowadzają różne zabiegi na genitaliach, także takie zwiększające podniecenie. Spytałam ile to kosztuje. Okazało się jednak, że klasyfikują to jako operację a nie zabieg chirurgiczny i dlatego jest bardzo drogi. Poza tym przyjmują tylko pacjentów pełnoletnich, a ja miałam wtedy dopiero 17 lat.

Niedługo potem znalazłam waszą stronę. Bardzo mi się spodobała. Oglądałam filmy z waszych badań, jesteście tacy profesjonalni. Gdy tylko przyjechałam do USA postanowiłam się z wami skontaktować. Pewnie macie pełno dziewczyn, które chcą być przez was badane, a ja niestety nie mam pieniędzy żeby wam zapłacić. Zrobię jednak, co będziecie chcieli jeśli się tylko zgodzicie. Oczywiście będziecie też mogli nagrać cały zabieg. Bardzo was proszę!"

Skończyła opowiadać. Ja stałem nie mogąc powiedzieć ani słowa, Peter był jednak opanowany.
- Sam nie wiem - powiedział obojętnie - gdybyśmy zajmowali się każdą dziewczyną, która nas o to prosi...
Amy posmutniała.
Po chwili dodał:
- Pozwolisz nam oczywiście kochać się z tobą analnie? I nagrać o tym film?
- Oczywiście, że tak - uśmiechnęła się promiennie.
Była taka śliczna i prosiła nas o takie rzeczy, że byłem niesamowicie podniecony. Peter chwilę w skupieniu myślał. Czułem, że chce ją wypróbować. Oczywiście miał ochotę się nią zająć, chciał jednak wcześniej jednak sprawdzić jak bardzo jej na tym zależy. W końcu powiedział:
- No dobrze! Zbadamy cię i jeśli wszystko będzie OK, to zrobimy biopsję.

- Dziękuję bardzo! - Amy szczerze się ucieszyła.
- Jedź teraz z nami - wreszcie udało mi się coś powiedzieć. Ku mojemu zdumieniu zgodziła się bez problemu. W drodze do samochodu spytała Petera jak długo to potrwa.
- Zajmie to trochę czasu - powiedział lekko zaniepokojony - a czemu pytasz?
- Jeśli nie mielibyście nic przeciw, to mogłabym zabrać swoje rzeczy z hotelu, zaoszczędziłabym wtedy trochę pieniędzy i od choć częściowo mogłabym Wam zapłacić za podróż i inne koszty. No i mogłabym zostać tyle czasu ile będziecie chcieli.
Teraz nawet Peter miał problem z ukryciem podniecenia, nie widział jeszcze tak chętnej, niewinnej i jednocześnie zepsutej dziewczyny. Oczywiście chcieliśmy żeby została z nami jak najdłużej.

Po drodze podjechaliśmy do małego hoteliku. Amy zabrała swoją walizkę i wymeldowała się. W drodze rozmawialiśmy i żartowaliśmy na rożne tematy. Ku naszemu zaskoczeniu okazała się być wesołą i miłą dziewczyną. Podróż minęła szybko. Po przyjeździe zaproponowaliśmy jej drinka. Odpowiednia dawka alkoholu miała jeszcze bardziej ją rozluźnić. W międzyczasie poszliśmy przygotować sprzęt. Gdy wszystko było gotowe zaprosiliśmy ją do naszego gabinetu. Rozglądała się dokładnie. Co chwilę pokazywała na różne urządzenia, narzędzia i mówiła, że je rozpoznaje, czasami nawet podawała fachowe nazwy. Ona naprawdę oglądała nasze filmy! W końcu stanęła na progu naszego gabinetu zabiegowego i jednocześnie studia.

- Tak, to tu nagrywamy większość filmów – powiedział Peter.
- Poznaję! - Powiedziała uśmiechając się.
- Najpierw zrobimy ci głęboką lewatywę - powoli zaczął wyjaśniać Peter, a Amy przytaknęła głową.
- W jakiej pozycji zwykle miałaś robioną lewatywę? - Zapytał.
- Leżałam na boku.
- Ok - zgodził się - to dziś będzie tak samo. Rozbierz się.

Bez wahania zaczęła rozpinać bluzkę, coraz bardziej odsłaniając swoje nagie ciało. Gdy na końcu zdejmowała majteczki oboje zaciskaliśmy zęby z podniecenia. Mieliśmy tu już wiele nagich dziewczyn, ale za każdym razem na widok nowej, gotowej do badania podniecenie sięgało maksimum. Peter jakoś się opanował i gdy tylko była naga, kazał jej położyć się na leżance. Pomógł jej przyjąć właściwą pozycję. Podkurczyła nogi eksponując kształtną pupę. Przed lewatywą zbadał ją szybko palcem. Odbytnica była pusta, zdecydował więc, że od razu zrobi głęboką lewatywę. Gdy wyjął palec, powiedział jeszcze, że jej odbyt jest bardzo ciasny. Amy najwyraźniej się zawstydziła, więc zaraz dodał, że to dobrze podczas lewatywy, a przed badaniem popracuje nad tym żeby ją trochę rozluźnić.

W miarę spokojnie przyjęła całe 2 litry wody, jakie dla niej przygotowaliśmy. Peter wyjął kankę i pomógł jej położyć się na plecach. Sam usiadł obok niej. Okrężnymi ruchami masował jej brzuch, aby zapobiec nieprzyjemnym skurczom. Pochwalił ją, że dzielnie znosi lewatywę.
- Jesteście bardzo delikatni - odpowiedziała.
- Chcemy żeby dla ciebie było to w miarę przyjemne, ważne jest też abyś była dokładnie oczyszczona przed badaniem.
- Zwykle nie mam problemu z wytrzymaniem lewatywy. - Wyznała - Musi być jednak zrobiona kilka razy zanim jestem całkowicie czysta.
- Ile razy?
- Zwykle pięć, czasem nawet więcej...

Peter zaprowadził ją do toalety, stwierdzając, że tam uda się oczyścić ją szybciej. Po chwili wrócił i przygotował następną lewatywę. Tym razem do takiej samej ilości wody wlał prawie całą butelkę mydła w płynie. Wiedział, że taki roztwór może być dla Amy trochę nieprzyjemny, ale szybko i skutecznie oczyści jej jelita. Dla pewności podłączył pompowaną kankę. Jeśli Amy nie była przyzwyczajona do takiej lewatywy to mogły pojawić się niespodzianki, a on chciał ich uniknąć.

Problemy pojawiły się już w czasie lewatywy. Pomimo, że obniżył zbiornik tak, żeby woda wpływała bardzo powoli, Amy zaczęła odczuwać silne skurcze. Zbadał jej brzuch. Był mocno wypełniony, pomimo, że dopiero przyjęła połowę przygotowanej wody.
- Czy wypróżniłaś się dokładnie? - Zapytał masując jej brzuch.
- Tak - zapewniła
Peter był jednak innego zdania. Nic nie powiedział, ale obydwaj wiedzieliśmy, dlaczego tyle razy musi powtarzać lewatywę. Amy z pewnością nikt nie nauczył, jak ma dokładnie wypuszczać wszystką wodę. Peter to jednak zmieni. Zacznie od wciśnięcia ostatniego litra wody.

Mocniej napompował kankę i wyżej podniósł zbiornik z wodą. Silny strumień mydlanej wody wywołał kolejną falę skurczów. Powiedział jej, że jej odbyt jest szczelnie zatkany i na pewno nic się nie wydostanie, dlatego niech postara się jak najbardziej rozluźnić brzuch. Masował go lekkimi i delikatnymi ruchami. Słyszał jej płytkie, ale szybkie oddechy.

Coraz bardziej rozluźniała się. To pomogło. Po chwili cała woda wypełniła jej brzuch. Zacisnął rurkę i kazał jej poleżeć tak kilka minut. Cały czas był przy niej, pomagając jej znosić nieprzyjemne skurcze jelit. Gdy czas minął nie wyjął kanki tylko odczepił ją od rurki. Pomógł Amy wstać i przytrzymując kankę wystającą z jej pupy zaprowadził ją do łazienki. Dopiero gdy usiadła na sedesie spuścił powietrze z baloników. Silny strumień wody wytrysnął z jej pupy wypychając kankę. Zabrał ją do zlewu i umył. Zanim wyszedł polecił jej żeby siedziała wyprostowana wtedy różne zakręty jej jelit rozprostują się, miała też, co pewien czas podnieść się. Takie zmiany pozycji miały pomóc wydalić wszystką wodę. Pokazał jej też jak powinna masować brzuch, żeby pobudzić jelita do wypchnięcia wody. Wyjaśnił jej, że ta lewatywa jest z dodatkiem mydła, które łagodnie podrażnia jelita i pobudza je do szybszej pracy. Uprzedził ją, że przy takiej głębokiej lewatywie wypuszczenie wszystkiej wody może trochę potrwać, więc niech będzie cierpliwa, żeby nic nie zostało.

Tym razem długo czekaliśmy zanim Amy wróciła. Peter kazał jej położyć się na plecach na leżance i zbadał jej brzuch.
- Tak. Bardzo dobrze, udało ci się wypuścić wszystką wodę - pochwalił ją - teraz jeszcze wypłuczemy resztki mydła ciepłą wodą i powinno wystarczyć. Będziemy mogli rozpocząć badanie...

Gdy Amy wypuściła trzecią lewatywę już bez dodatku mydła, sama była zaskoczona, że wypływająca z niej woda była całkowicie czysta. Dla zupełnej pewności Peter Zrobił jeszcze jedną małą lewatywę z chłodnej wody, ale Amy wiedziała już, że to była najszybsza z jej dotychczasowych lewatyw. Gdy po wszystkim daliśmy jej szlafrok i zaprosiliśmy na kolejnego drinka Amy musiał podzielić się z nami swoim spostrzeżeniem:
- Wyobrażałam sobie, że jesteście dobrzy, ale teraz jestem już tego pewna - powiedziała sącząc rum z colą - Zawsze zajmowało to całe wieki, musiałam powtarzać lewatywę w nieskończoność, a wam udało się to tak szybko. Praktycznie po drugim razie byłam już czysta. - Powierzyłaś swój tyłek w dobre ręce - powiedziałem.
- Wiem - odrzekła z seksownym uśmiechem - dziękuję, że zgodziliście się mną zająć.

- Teraz poczekamy 2 godziny, żeby twój odbyt odpoczął po lewatywie, a potem zrobię badanie - wyjaśnił swoje plany Peter - czy jeśli badanie wykaże, że wszystko jest ok., chcesz żebym od razu zrobił biopsję?
- Tak - odpowiedziała poważnie - ja jestem na to gotowa.
- Dobrze - powiedział Peter - przygotowałem sprzęt. Więc od razu będziemy mogli to zrobić. Usunę niewielki fragment błony śluzowej z przedniej ściany odbytnicy, taki kwadracik 1x1cm i zatamuję krwawienie. Potem poczekamy, aż to wszystko się zagoi.
- Jestem pewna, że wiecie, co robicie - powiedziała - do tej pory pamiętam co się stało, gdy pozwoliłam, żeby zabieg zrobił mój chłopak, który wcześniej nigdy tego nie robił. Dla was to jednak nic nowego, więc jestem bezpieczna.
Uśmiechnęła się pełna zaufania. Nie wiedziała jak bardzo się myli.

Byłem pewien, że Peter nie przepuści takiej okazji, jednak nawet on bardzo się obawiał. Zupełnie nie miał pojęcia jak to wykonać. Czy trudno będzie zeskrobać błonę śluzową, co się stanie, jeśli przebije jej odbytnicę na wylot no i przede wszystkim, czy uda mu się zatrzymać krwawienie?
Zdecydowanie nadrabiał miną, a znając go pewnie myślał sobie, to nie jego problem, nie jego odbyt, więc co się będzie przejmował. Na wszelki wypadek przygotował jednak kilka alternatywnych metod na zatamowanie krwawienia.

W powietrzu czuć było napięcie, wreszcie jednak dwie godziny minęły i wróciliśmy do pokoju zabiegowego. Amy zdjęła szlafrok i zapytała jak ma się położyć. Peter podszedł do naszego fotela zabiegowego specjalnie zaprojektowanego do badań analnych. Położył się na nim demonstrując jej jaką ma przyjąć pozycję. Gdy wstał spytał się czy już wie, o co chodzi. Odpowiedziała, że tak. Pomógł jej wejść i uklęknąć na specjalnych niewielkich, płaskich podpórkach, które przytrzymywały wyłącznie jej kolana i łydki. Jej stopy zwisały już za ich krawędzią. Teraz przytrzymując się go Amy pochyliła się i położyła na głównej części tego wyszukanego stołu zabiegowego. Peter uregulował go tak, żeby jej twarz znalazła się w specjalnym wycięciu, takim, jakie można znaleźć w stołach do masażu. Pochylił jednocześnie tą płaską część, żeby równo przytrzymywała jej głowę piersi i ręce. Duża część ciała spoczywała wiec na miękkich podpórkach sprawiając, że było jej wygodnie. Natomiast jej wysoko uniesiona pupa zapewniała idealny dostęp do jej odbytu podczas całego badania.

Peter rozsunął teraz lekko podpórki, na których klęczała Amy. Jej pośladki rozchyliły się jeszcze bardziej. Gdy upewnił się, że jest jej wygodnie, ustawił światło i rozpoczął badanie.

Od tego momentu nagrywałem wszystko. Jej odbyt, pomimo, że był tak dobrze go wyeksponowanowała, był mocno zaciśnięty. Peter długo masował jej zwieracz rozcierając wazelinę i próbując rozciągnąć jej dziurkę. Początkowo penetrował ją jednym palcem. W środku była wilgotna od naturalnego śluzu. Wprawnymi ruchami łagodnie, ale stanowczo rozciągał zwieracz. Przebadał już tyle dziewczyn, że dokładnie wiedział, kiedy i jak naciskać aby szybko rozciągnąć odbyt nie wywołując bólu. Wsuwał i wyjmował natłuszczone wazeliną palce tak sprawnie, że po chwili jej odbyt bez problemu przyjmował cztery na raz. Zdecydował, że tyle wystarczy. Cofnął rękę. Jej odbyt nieznacznie, ale pozostał rozchylony. Sięgnął po pierwszy przygotowany przyrząd. Był to niewielki proktoskop. Sprawnym ruchem włożył go do środka. Przez tę krótką rurkę oglądał jej odbytnicę. Wyjąłem niewielką kamerę i nagrałem kilka ujęć jej wnętrza. Peter już wielokrotnie oglądał ten widok, tym razem był skupiony na przygotowywaniu jej do zabiegu. Błona śluzowa wyścielająca odbytnicę poprzeplatana była gęstą siecią malutkich żyłek. Zupełnie nie miałem pojęcia jak on sobie z tym poradzi. On też chyba nie miał planu, kontynuował jednak badanie.

Wyjął proktoskop i zastąpił go dłuższym rektoskopem. Wkładając jego końcówkę powiedział:
- Na razie wszystko jest ok. Jak się czujesz?
- W porządku - odpowiedziała Amy
- Teraz wsunę rektoskop głęboko do twojej pupy, to może być trochę nieprzyjemne - uprzedził ją - ale będę mógł zobaczyć całe twoje wnętrze.
- Dobrze - odpowiedziała cicho.

Powoli wsuwał rektoskop manewrując nim na boki, aby pokonać naturalne zakręty jakie tworzy odbytnica. Zrobiłem zbliżenie. Ten widok zawsze mnie fascynował. Ponad 20 cm. sztywnej, metalowej rurki wniknęło do jej pupy. Spytałem jak się czuje, czy ją nie boli. Odpowiedziała, że to nie boli i czuje się dobrze. Peter oglądał jej wnętrze. Zrobiłem kilka ujęć miniaturową kamerą. Na końcu rektoskopu była malutka żaróweczka oświetlająca badany obszar. Rurka włożona była tak głęboko, że jej koniec dotarł aż do jelita. Widziałem jego mocno pofałdowane ściany. Peter wysunął rektoskop o kilka centymetrów. Gdy znów przysunąłem mini kamerę widać już było tylko normalne ścianki odbytnicy. Specjalną pompką wtłoczył trochę powietrza żeby rozciągnąć odbytnicę. Po raz kolejny zajrzałem do środka. Teraz widok był jeszcze lepszy. Mogłem dokładnie zobaczyć jej rozciągnięte wnętrze. Peter obejrzał ją dokładnie powoli wysuwając rektoskop. Wyjmując go powiedział:
- Już prawie koniec badania. Teraz włożę wziernik, który rozciągnie zwieracz i jeśli nadal wszystko będzie dobrze to od razu zrobię biopsję.
- Dobrze - znowu cicho odpowiedziała

Jeszcze raz palcami rozmasował jej odbyt, a gdy tylko je wyjął wsunął do środka metalowy wziernik ginekologiczny. Ustawił go bokiem i zacisnął rękojeść mocno rozciągając ramiona wziernika. Zablokował go w maksymalnym rozwarciu. Dodatkowo unieruchomił go przyklejając rękojeść specjalną taśmą do jednego z pośladków. Amy leżała teraz z wypiętą i mocno rozwartą pupą. Powietrze, którym wcześniej ją napompował mogło się teraz swobodnie wydostać, była jednak tak dokładnie umyta, że nie miało nieprzyjemnego zapachu. Miało natomiast lekko wyczuwalny zapach mydła, którego pozostałości nie zostały dokładnie wypłukane. Chyba jednak dolał go zbyt dużo, bo nawet dwie lewatywy nie zdołały usunąć jego resztek. Kamera oczywiście tego nie zarejestrowała, ale bardzo przyjemnie było oglądać i badać jej rozwarty i pachnący lawendowo odbyt.

Peter wkładał do środka różne przyrządy przygotowując się do zabiegu. Ja jednak widziałem, że zupełnie nie wiedział jak to zrobić. Zdecydował się nawet na zmianę pozycji. Obniżył jej pośladki i podniósł podpórki łydek. Siedziała teraz bardzo mocno pochylona na podkurczonych nogach. Ta zmiana jeszcze bardziej uwidoczniła przednią ścianę jej odbytnicy, na której właśnie chciał zrobić biopsję. Przestawiłem kamerę żeby dostosować się do tej nowej pozycji. Peter natomiast postanowił, że musi spróbować. Specjalnymi długimi szczypcami chirurgicznymi złapał gazik nasączony spirytusem salicylowym. Włożył go do środka i przetarł jej wnętrze. Gdy tylko alkohol zaczął działać, Amy zajęczała.
- Co się stało? - Zapytał.
- Trochę szczypie - odpowiedziała.
Spirytus na pewno drażnił jej delikatne wnętrze, Peter jednak wiedział, że musi być dobrze zdezynfekowana, aby uniknąć infekcji.
- Jeszcze troszeczkę i zaraz przejdzie - uspokajał ją.

Sam zaś złapał szczypcami kolejny wacik, tym razem nasączony jodyną. Na koniec jeszcze raz przetarł ją spirytusem. Odłożył szczypce i od razu wziął skalpel. Chciał obrysować nim miejsce biopsji. Ścianka odbytnicy była jednak bardzo miękka i nie udawało mu się zrobić żadnego nacięcia. Nie chciał naciskać zbyt mocno żeby nie rozciąć jej na wylot. Próbował kilka razy, ale bez rezultatu. Widziałem, że denerwuje się coraz bardziej. Zupełnie nie miał pomysłu na przeprowadzenie zabiegu. Był jednak najwyraźniej zdecydowany zrobić tę cholerną biopsję. Pożałowałem, że opis, na który trafiliśmy w necie nie był bardziej dokładny. Peter stawał się coraz bardziej poirytowany i znając go wiedziałem, że teraz na pewno się nie podda. Bałem się, że to się może źle skończyć dla Amy i za chwilę może poważnie uszkodzić jej odbytnicę. Spojrzałem na jej twarz. Alkohol przestał już ją szczypać. Widać było jednak, że bardzo się boi i czuła, że to już jest ten moment, nie wiedziała zaś zupełnie, czego ma się spodziewać. Leżała jednak nieruchomo, była pełna zaufania dla naszych spodziewanych umiejętności.

Postanowiłem, że muszę coś zrobić. Podszedłem do Petera, dotknąłem jego ramienia i pokazałem mu, że chcę spróbować. Nic nie mówiłem, żeby Amy nie usłyszała o co chodzi i zorientowała się w naszych problemach. Peter zgodził się i zrobił mi miejsce. Wziąłem płaską szpatułkę i mocno nacisnąłem nią na ściankę odbytnicy. Drugą ręką wziąłem skalpel i też włożyłem go do środka. Naciąłem prostą linię w miejscu gdzie ścianką odbytnicy była napięta i przytrzymana szpatułką. Po chwili pojawiła się krew. Gdy Peter zobaczył, że udało mi się podziękował mi, a w duchu chyba wszystkim sobie znanym bogom i teraz sam zajął się resztą. Ze stolika wziął pręcik z pałeczką lapisu na końcu. Włożył ją do środka i poruszał w miejscu nacięcia. Lapis szybko przypalał tkanki tamując napływ krwi. Widząc efekty Peter szybko odzyskał pewność siebie. Udało mu się zatrzymać krwawienie, w ten sposób wiedział już jak zrobić ostatni element zabiegu. Umiał już bezpiecznie zrobić biopsję.

- No już część zabiegu mamy za sobą - powiedział do Amy wyraźnie zadowolony.
- Naprawdę? - Zapytała trochę zaskoczona, ale również zadowolona.
- Tak! Choć pozostało jeszcze trochę tkanki do usunięcia. Czy bolało?
- Raczej nie, czułam lekkie szczypanie, trochę jak ukłucie, ale nie było to bardzo nieprzyjemne.
- To dobrze! - Odpowiedział wracając do zabiegu.

Zobaczyłem, że Amy była już spokojniejsza. Tymczasem Peter stosował moją technikę. Byłem pod wrażeniem szybkości, z jaką doszedł do siebie. Spokojnie wykonywał kolejne nacięcia naciągniętej błony, tak jakby dla niego było to coś całkowicie naturalnego. Teraz z kolei ja nie mogłem się opanować. Dla mnie było to ogromne przeżycie, jeszcze nie dawno nie miałem pojęcia, że można coś takiego zrobić, a teraz patrzyłem jak on coraz sprawniej manewruje skalpelem i szpatułką w rozwartym odbycie Amy. Gdy obrysował już cały kwadracik odłożył skalpel. Wziął specjalną łyżeczkę o ostrych krawędziach, taką jak do łyżeczkowania macicy. Cały czas naciągając szpatułką ścianki zaczął zeskrobywać tkanki z przygotowanego obszaru. Musiał naciskać dość mocno żeby oderwać błonę śluzową od ściany odbytnicy. Wyglądało to raczej dramatycznie. Cały obszar szybko pokrył się krwią. Do łyżeczki zbierał kolejne fragmenty błony i wyjmował je na zewnątrz do przygotowanej miseczki. Amy cicho jęczała, widziałem, że boli ją coraz bardziej. Powierzchniowe unerwienie odbytnicy jest niewielkie i zabiegi w tym obszarze zwykle nie są odczuwane, ale zabieg trwał na tyle długo, że z pewnością czuła coś więcej niż dyskomfort. Co prawda mieliśmy nadzieję, że w odrastającej tkance zakończeń nerwowych będzie więcej i w tym miejscu wytworzy się punkt o szczególnej wrażliwości.

Peter wziął szczypcami wacik i przyłożył go obok rany, którą polał specjalnym płynem spłukując z krwi. Wyjął nasączony wacik. Teraz mógł zobaczyć efekt swojej dotychczasowej pracy. Zrozumiałem już, dlaczego najpierw zrobił nacięcia. Zapobiegały one uszkodzeniu okolicznych tkanek, przez co rana miała równe krawędzie, które z pewnością zagoją się szybciej. Wciąż jednak pozostawało sporo tkanek do usunięcia. Ponownie włożył narzędzie i kontynuował zeskrobywanie. Dokładnie zdrapywał cały przygotowany obszar, mocno przyciskając łyżeczkę, nie chciał żeby cokolwiek pozostało.

Wydawało mi się, że już usunął wszystko. On jednak nadal nie przestawał. Bardzo mocno dociskał ostrą łyżeczkę próbując zeskrobać jak najdokładniej. Zacząłem się niepokoić. W pewnym momencie leżąca do tej pory spokojnie Amy głośno krzyknęła. Na chwilę przestał i znowu przepłukał ranę. Okazało się, że jednym miejscu naciskał zbyt mocno i uszkodził wrażliwą ścianę odbytnicy. Na szczęście nie wyglądało to bardzo groźnie. W innym miejscu natomiast pozostało trochę błony śluzowej. Teraz zeskrobywał ją o wiele delikatniej. Znowu przepłukał ranę i zaczął tamować krwawienie. Powoli pocierał pałeczką lapisu po całym obszarze zabiegu. Dotykał silnie drażniącym środkiem bezpośrednio do wrażliwej ściany odbytnicy - to na pewno wywoływało dość silne szczypanie. Amy cicho jęczała. Peter uspokajał ją mówiąc, że już kończy. Faktycznie, gdy kolejny raz przepłukał ranę, krwawienie było już niewielkie. Najgorsza sytuacja była w miejscu gdzie uszkodził ścianę odbytnicy. Przyłożył lapis i przytrzymał czekając aż rana zasklepi się. Jednak to miejsce było już na tyle delikatne i wrażliwe, że szczypiąca substancja wywołała tak silny ból, że Amy nie mogła go znieść. Z całej siły krzyknęła odsuwając jednocześnie pupę.

- Nie ruszaj się! - Krzyknął zaskoczony Peter
- Przepraszam - powiedziała Amy tłumacząc się - to było odruchowe, bardzo mnie bolało...
- Już nie będzie - uspokoił ją, ponownie ustawiając jej pupę we właściwym miejscu.

Po chwili namysłu zdecydował, że musi spróbować czegoś innego. Włączył generator prądu i ustawił na koagulację. Podłączył specjalne elektrodę. Na końcu długiego pręcika umieszczone były blisko siebie dwa bieguny. Po dotknięciu do ciała przepływający prąd przypalał tkanki zasklepiając ranę. Ostrzegł ją, że może czuć delikatne skurcze. Przyłożył elektrodę do krwawiącego miejsca. Amy cicho syknęła, jednak nie poruszyła się. Powtórzył to jeszcze kilka razy. Krwawienie ustąpiło. Zapytał się jak było.
- Tym razem nie bolało tak bardzo - odpowiedziała.
- To dobrze - odpowiedział – w takim razie już koniec. Sprawdzę jeszcze tylko wszystko.

Przepłukał ponownie jej odbyt i posmarował jodyną miejsce biopsji. Odblokował wziernik, odczepił przytrzymującą ja taśmę i wyjął go. Jej odbyt pozostał mocno rozwarty. Rozmasowywał go ostrożnie palcem, aby złagodzić efekt długotrwałej penetracji sztywnym wziernikiem. Na koniec włożył do środka tampon. Wytarł jej pośladki i pomógł wstać. Zaprowadził ją na leżankę żeby odpoczęła. Widać było, jak bardzo ten zabieg ją zmęczył. Leżała na plecach oddychając równo i głęboko. Przykrył ją kocem. Powiedział, że udało mu się wszystko zrobić i że za dwie godziny jeszcze raz sprawdzi czy wszystko OK. Zostawił ją żeby odpoczęła, a sam sprzątał sprzęt. Ja poszedłem do pokoju obok, aby na komputerze sprawdzić co udało mi się nagrać.

Po około 2 godzinach Peter wszedł do pokoju, poprosił żebym przygotował kilka zdjęć, bo Amy chce zobaczyć jak to wyglądało i co zrobiliśmy. Gdy wszedłem do gabinetu, leżała już na boku z podkurczonymi nogami. Peter siedział obok leżanki i przez mały proktoskop oglądał jej odbytnicę. Na stoliku w miseczce leżał już wyjęty tampon, mocno powiększony, ale raczej od naturalnego śluzu niż krwi. Pomyślałem, że to znaczy, że zabieg się udał. Po chwili Peter potwierdził to, wyjął proktoskop i powiedział, że wszystko jest w porządku.
- Możesz się już podnieść - powiedział do Amy.
- Chcesz zobaczyć zdjęcia? - spytałem, gdy już ostrożnie usiadła.
- Chętnie - odpowiedziała wyraźnie zadowolona.

Usiadłem obok niej z laptopem i pokazałem zdjęcia jej odbytnicy przed i po zabiegu. Patrzyła z zainteresowaniem, długo i szczegółowo oglądając każde ujęcie. To mi się spodobało. Większość dziewczyn nie lubi oglądać swojego wnętrza, ją to jednak wyraźnie podniecało. Dlatego zapytałem się, czy chce zobaczyć jeszcze zdjęcie wykonane w trakcje zabiegu. Uprzedziłem ją, że jest bardzo drastyczne i może się źle poczuć, gdy je zobaczy. Nalegała jednak, więc pokazałem jej jeszcze kilka. Zrobiły na niej duże wrażenie i widziałem, że przeżywa spory stres patrząc na krwawiącą ranę.

- Ta rana jest bardzo duża - powiedziała drżącym głosem.
- Nie, nie - od razu zaprzeczyłem - to jest zdjęcie w powiększeniu, tak naprawdę usunęliśmy tylko mały fragment.
- Zaraz ci pokażę - powiedział Peter sięgając po probówkę - to te tkanki.
Podał jej małą probówkę w której w niebieskim płynie pływały malutkie fragmenty błony śluzowej.
- Wiem, że jesteś zdrowa, ale skoro już zrobiliśmy biopsję to prześlemy próbkę do analizy. Dlatego zabezpieczyłem pobrane tkanki - wyjaśnił.
- Naprawdę? - Powiedziała zaskoczona - jesteście niezwykli, pomyśleliście o wszystkim.- A tak właściwie, to co mi zrobiliście?

Objaśnił jej procedurę, pokazując szczegóły na zdjęciach:
„Twój odbyt zbudowany jest z podwójnej warstwy mięśni od zewnątrz pokrytych otrzewną, a od środka błoną śluzową. To właśnie tą cienką błonę delikatnie zeskrobałem odsłaniając ścianę jelita. Jest ona lepiej unerwiona, dlatego gdy ją dotknąłem poczułaś ból. Gdy to się jednak zagoi zamiast bólu będziesz odczuwała w tym miejscu przyjemność. Twoja pupa w środku wygląda teraz tak, w miejscu biopsji wytworzył się strupek, który po kilku dniach zniknie pozostawiając niewielką bliznę taką jak widziałaś u tej swojej koleżanki. Gdy ktoś będzie pieścił cię palcem będzie mógł wyczuć to miejsce i skupić na nim pieszczoty. Jeśli wszystko ładnie się zagoi, za kilka dni spróbujemy po raz pierwszy!"
- Nie mogę się doczekać.
- To dobrze!
- Ale jutro wieczorem muszę wracać. Następnego dnie rano mam zajęcia w collegu - powiedziała zasmucona.
- To spróbujemy zrobić to wcześniej - zaproponował Peter.
Zaprowadziliśmy Amy do pokoju gościnnego żeby mogła się przespać, a sami jeszcze długo rozmawialiśmy. Powiedziałem Peterowi, że nie podobało mi się, że wyskrobał ją tak mocno. Przyznał mi rację, ale powiedział, że to nie będzie dla niej problemem. Odpowiedziałem, że mam taką nadzieję. Żeby uniknąć dalszej dyskusji na temat własnego postępowania zaczął krytykować jakość filmu który nagrałem, że za mało szczegółów, że tylko jedna kamera no i niewiele ujęć z wnętrza. Teraz ja musiałem się z nim zgodzić. Nie przygotowaliśmy się dokładnie, bo sami chyba podświadomie nie spodziewaliśmy się, że do czegokolwiek dojdzie. Mieliśmy też zdecydowanie za mało czasu na przygotowania.
- Przydałoby się to powtórzyć - zasugerował.
Czułem, że tak będzie i że jej nie odpuści.
- Mamy chętną dziewczynę, trzeba to wykorzystać - dodał.
- Myślisz o kolejnej biopsji? - Zapytałem.
- Tak, jeszcze nie wiem jak ją do tego przekonać, ale moglibyśmy to zrobić. Wtedy przygotowalibyśmy się lepiej.
- Oczywiście, tym razem nagrałbym to lepiej - odpowiedziałem na jego wyraźne pretensje - można by na przykład - zaproponowałem - usunąć odrastające tkanki. Powiedziałbyś jej, że nie goi się dobrze i musisz ponownie ją wyskrobać żeby była całkowicie zdrowa. Ewentualnie mógłbyś zrobić biopsję w innym miejscu, powiedziałbyś jej, że w próbce było jednak coś nie tak i konieczne jest sprawdzenie w innym miejscu. Co ty na to?
- Muszę się zastanowić - odpowiedział zamyślony...

Następnego dnia Amy była wyraźnie podekscytowana. Nie mogła się doczekać pieszczot i rozkoszy seksu analnego, na które tak liczyła. Daliśmy jej niewielkie śniadanie, potem siedzieliśmy w ogrodzie rozmawiając o różnych rzeczach. Po południu zabraliśmy ją do gabinetu żeby sprawdzić wynik wczorajszej pracy.

Amy rozebrała się i położyła na plecach na leżance. Peter rozchylił jej pośladki. Odbyt Amy znowu był ciasny i mocno zaciśnięty, tak jakby wczoraj nie miała nic w nim robione. Zresztą tak samo ma większość dziewczyn. Niezależnie jak bardzo rozciągamy ich tyłki to na drugi dzień znowu są ciasne. Peter posmarował palec wazeliną i zaczął ją pieścić. Gdy dostał się do środka odnalazł miejsce biopsji i na nim skupił uwagę. Jednak dotknął ją zbyt intensywnie, albo co pewniejsze rana była jeszcze zbyt świeża, bo Amy zaczęła narzekać, że ją boli. Peter spróbował z małym wibratorem, pobudzał jej wnętrze na różne sposoby. Jednak zawsze, gdy ją dotykał w miejscu biopsji czuła przenikliwy ból. Zaczęliśmy się niepokoić. Peter zdecydował, że musi ją zbadać. Kazał jej usiąść na fotelu ginekologicznym i oglądał jej wnętrze proktoskopem. Wszystko wyglądało jednak dobrze. Postanowił jeszcze raz sprawdzić, co będzie czuła podczas stosunku. Przygotował długiego sztucznego penisa zrobionego z lateksu, posmarował go obficie wazeliną i wsunął do jej odbytu. Poruszał nim na boki dokładnie pobudzając jej wnętrze. Rozciągnięcie nie stanowiło już dla niej problemu, dopiero, gdy naciskał dildem na przednią ścianę odbytnicy wywoływał ból. Nie był zadowolony, nie tego oczekiwał.

Na koniec wsunął lateksowego penisa do głębszej części odbytnicy. Poruszał nim intensywnie. Okazało się, że Amy akceptuje, a nawet lubi taką penetrację. Podsunęło mu to nowy pomysł. Wyjął penisa i pozwolił jej się ubrać.
- Co teraz będzie? - Zapytała smutnie Amy.
- To wszystko musi się najpierw zagoić - odpowiedział wychodząc.

Amy ubrała się, wyraźnie rozczarowana. Nie tylko nie poczuła dodatkowych przyjemności, ale penetracja stała się wręcz bolesna. Była smutna. Pewnie zastanawiała się, czy w ogóle jeszcze będzie jeszcze mogła kochać się analnie.
- Będzie lepiej? – zapytała z nadzieją.
Wiedziałem, że wyskrobał ją zbyt mocno, jej odbyt został uszkodzony. Wcale nie miałem pewności, że poczuje się lepiej. Nie chciałem jednak jej niepokoić i odpowiedziałem, że potrzebuje jeszcze kilku dni.

Gdy pakowała się do wyjazdu przyszedł do niej Peter. Usiadł obok niej na łóżku i powoli tłumaczył, całą sytuację przedstawiając w możliwie pozytywnym świetle. Zabieg oczywiście, według niego, udał się, a to, że odczuwa ból jest tak naprawdę dobrym znakiem. Świadczy o tym, że udało mu się odsłonić ukryte zakończenia nerwowe. Teraz są one podrażnione po zabiegu, ale gdy tylko wszystko się zagoi będzie czułą intensywną przyjemność.

- Ile to może potrwać? - Zapytała niepewnie.
- Będę z tobą szczery - zaczął - wiem, że jesteś rozsądna, dlatego chcę ci wszystko dokładnie wyjaśnić. To był dość poważny zabieg, dlatego gojenie może potrwać nawet dwa tygodnie.
- Rozumiem - odpowiedziała spokojnie.
Podobało się jej to, że się tak o nią troszczy, a przede wszystkim że traktuje ją poważnie. Widać było, że Amy się uspokaja i coraz bardziej wierzy mu, że jednak będzie dobrze.
Peter natomiast przeszedł do sedna sprawy.

- Wiem, że już za kilka dni penetracja analna będzie dla ciebie podniecająca. Chciałbym jednak zaproponować coś jeszcze. Zauważyłem, że twój punkt A jest dość wrażliwy i potencjalnie może stać się źródłem niezwykłych przeżyć erotycznych - pokazał jej schemat anatomiczny. Wczoraj przeprowadziłem biopsję w tym miejscu - wskazał punkt 1 - to jest najczęściej pobudzane miejsce, dlatego powinno dostarczać przyjemności. Jednak to w punkcje 3 jest twoje prawdziwe centrum rozkoszy. Właśnie w tym miejscu u większości kobiet jest punkt A - odpowiednik punktu G w pochwie, którego pobudzanie wywołuje ogromną przyjemność. Gdybyśmy uwrażliwili to miejsce stałabyś się prawdziwą królowa seksu analnego, a rozkosz, którą byś poznała nie dałaby się porównać z żadną inną...

- Jak można to zrobić - zapytała bardzo zaciekawiona.
- Najlepiej byłoby przeprowadzić w tym miejscu biopsję.
- Zrobilibyście mi jeszcze jedną biopsję? - zapytała.
Czułem, że pragnie tego coraz bardziej. Najwyraźniej spodobało się jej to, jak zajmowaliśmy się nią przez ostatnie dwa dni i nie chciała, żeby już kończyć.
- Myślę, że powinniśmy – odpowiedział Peter - przyjechałaś do nas chcąc, żebyśmy nauczyli cię odczuwania przyjemności analnej i nie chcemy żebyś wracała nie w pełni usatysfakcjonowana. Zamierzamy doprowadzić sprawę do końca.

- Opowiedz mi o tym jeszcze - poprosiła. Zdaje się, że podjęła już decyzję, chciała jednak dowiedzieć się dokładnie na co się godzi.
- Ogólnie procedura jest podobna - zaczął wyjaśniać - zeskrobiemy niewielki obszar błony śluzowej. Gdy wszystko się zagoi pozostanie niewielka blizna, która będzie dla ciebie drugim po łechtaczce najczulszym punktem twojego ciała.
Będzie to trochę trudniejsze, gdyż w punkcje 2 odbytnica tworzy zakręt ograniczający dostęp do głębszych obszarów. Jednak rozciągnę wnętrze odbytnicy, a następnie specjalnym przyrządem naciągnę ja jeszcze w tym miejscu tak, że bez problemu wykonam cały zabieg. Tym razem też nic nie będzie bolało.
- Chcę żeby tak było - powiedziała trochę niepewnie.
- No to nie zastanawiaj się dłużej, tylko gdy skończysz zajęcia przyjedź do nas.
- Mogę dopiero w piątek, to prawie za tydzień.
- Dobrze, będziemy na ciebie czekali w piątek. Do tej pory wczorajsza biopsja powinna się już zagoić i powoli zaczniesz odczuwać przyjemność...

Zawiozłem Amy na dworzec. Wychodząc z auta powiedziała:
- Do zobaczenia w piątek!
Przeczuwałem, że nie jest tego jeszcze całkowicie pewna. Po powrocie powiedziałem Peterowi, że nie wiem czy przyjedzie jeszcze. Przyznał mi rację, ale dodał też, że gdyby choć trochę obawiała się o swój odbyt to w ogóle by się tu nie pokazała.
- Ale jeśli przyjedzie - powiedział - to oznaczać będzie, że jednak lubi takie badania, a ja zajmę się nią wtedy naprawdę dokładnie. Nie będę jej oszczędzał, zrobię wszystko, co zaplanuję.
„Już czuję kłopoty" - pomyślałem. Zacząłem się o nią obawiać, bo wiem, do czego Peter jest zdolny. Widziałem, co robił dziewczynom, gdy uważał na ich zdrowie, to co będzie gdy pójdzie na całość?

Przez następne dni przygotowywaliśmy sprzęt, choć nie byliśmy pewni czy Amy przyjedzie. Peter twierdził jednak, że jak nie ona to znajdzie inną, chce mieć jednak wszystko gotowe. Siedział godzinami w warsztacie wyginając i obrabiając paski stali chirurgicznej. Wymyślał sprzęt, który ma mu się przydać podczas głębokich zabiegów analnych. Ja natomiast testowałem miniaturowe kamerki i przygotowywałem oświetlenie.

Na drugi dzień Amy jednak zadzwoniła. Z płaczem w głosie opowiedziała, że odbytnica boli ją coraz bardziej. „No to mamy problem" - pomyślałem, nie bardzo wiedząc, co zrobić. Oczywiście następnego zabiegu nie będzie.
Peter wziął ode mnie telefon i zaczął z nią spokojnie rozmawiać. Wypytywał o różne szczegóły. Po długiej rozmowie udało mu się rozwiązać problem. W jej odbytnicy zaczął się zbierać kał, który rozciągając i podrażniając miejsce po zabiegu wywoływał ból. Uspokajał ją mówiąc, że to już niedługo i w końcu Amy się opanowała. Na zakończenie stwierdził, że gdy bardzo ją boli, niech weźmie tabletkę i postara się wypróżnić.

Po tej rozmowie oraz fachowej poradzie Petera byłem pewien, że już nie przyjedzie. Zostałem jednak zaskoczony. W piątek wieczorem zadzwonił telefon. To była Amy, mówiąc, że zaraz wsiada do pociągu i za godzinę będzie u nas na stacji. Zanim wyszedłem do auta, Peter zwrócił się do mnie:
- Słuchaj, zamierzam iść na całość i jeżeli masz z tym problem i coś ci się nie podoba to powiedz - będę sam nagrywał.
- Nie - odpowiedziałem, jednak chyba zbyt niepewnie, bo dalej się dopytywał:
- Zdajesz sobie chyba sprawę, że to będzie ekstremalne badanie? Nie chcę, żeby mi ktokolwiek przeszkadzał. Wystarczy, że ją będę musiał przekonywać, będę miał też dużo pracy. Jeśli czegoś nie akceptujesz lepiej powiedz teraz.
- Możesz zrobić z nią co chcesz! - Tym razem powiedziałem zdecydowanie i wyraźnie. - Nawet jeśli miałbyś trwale uszkodzić jej odbyt nie będę komentował. Chcę wszystko dokładnie i profesjonalnie nagrać.
- Dobrze - odpowiedział zadowolony - to będzie nasz najtrudniejszy projekt i najostrzejszy film. Zarobimy na nim krocie! Proszę, nie schrzań tego.
- Nie schrzanię!
- O, ufam ci. A teraz jedź po naszą piękną gwiazdę...

Amy wyglądała uroczo. Przy kolacji opowiadała nam o collegu, o tym jak czuje się w Stanach. Rozmawiało się z nią wspaniale, była oczytana i wyraźnie inteligentniejsza, niż inne dziewczyny, którymi się zajmowaliśmy.
Dopiero po kolacji przeszliśmy na temat seksu. Siedzieliśmy pijąc herbatę, a Amy opowiadała:
- Po powrocie do domu bardzo rozbolał mnie brzuch. Przestraszyłam się, myślałam, że stało się coś złego. Tak się bałam, że zdecydowałam się do was zadzwonić. Dopiero Peter wszystko mi wytłumaczył, to mnie uspokoiło. Przez dwa dni brałam tabletki, później jednak przestało już mnie boleć. Dla was to musi być straszne mieć do czynienia z taką marudą jak ja! Przepraszam za tamten telefon i całą tą panikę.
- Chcemy żebyś się czułą komfortowo i zawsze jesteśmy do twojej dyspozycji...
- Jesteście cudowni! Tak bardzo się cieszę, że się mną zajmujecie. Gdy już minął ból zaczęłam koncentrować się na swoich odczuciach. Świadomość, że mam w swoim tyłku taki szczególny punkt bardzo mnie podniecała, to jeszcze zapewne nie jest to co powinnam czuć ale wiem, że jest już coraz bliżej. Potrzebuję chyba jeszcze trochę czasu.

Gdy skończyliśmy rozmawiać Amy poszła do pokoju przygotować się do snu. Gdy już leżała w łóżku przyszedł do niej Peter, w ręku miał niewielką zatyczkę analną i tubkę kremu.
- Chcę, żebyś podczas snu miała włożoną zatyczkę, przygotuje ona twoją pupę do jutrzejszego badania.

Posłusznie obróciła się na bok. Odchylił kołdrę. Posmarował jej dziurkę i pewnym ruchem wsunął zatyczkę. Amy była pod wrażeniem tego jak sprawnie obchodził się z jej pupą. Cienki, ale długi plug wsunął tak głęboko, że widać było, jak przeszył ją dreszcz podniecenia.
- Położysz się obok mnie? - Zapytała niewinnie, gdy przykrywał ja kołdrą.

Rano opowiedział mi, że była bardzo podniecona. Nie przespał się z nią jednak. Chciał, żeby zachowała podniecenie na później. Pozwolił jej natomiast żeby ssała go przed zaśnięciem.

Na śniadanie praktycznie nic nie zjadła, żeby nie poczuć się źle podczas badania. Gdy siedziała w kuchni widziałem, że zatyczka trochę ją uwiera, jednak Peter jej nie wyjął. Po śniadaniu poszliśmy do gabinetu. Amy najpierw musiała mieć zrobioną bardzo dokładną lewatywę. Pierwsza miała być na fotelu ginekologicznym. Położyła się na nim, Peter rozchylił jej nogi, powoli wyjął zatyczkę, którą miała w sobie przez całą noc. Gdy już to zrobił, okazało się, że cała pokryta jest kałem, zmienił więc plan. Założył rękawiczkę i wsunął głęboko do jej odbytu dwa silnie przeczyszczające czopki. Wytarł zatyczkę i ponownie włożył ją do środka. Pozwolił jej wstać i położyć się na leżance. Przez kilka minut nic się nie działo, rozmawialiśmy z nią o czekającym ją badaniu. Stopniowo czopki zaczynały działać. Amy czułą narastające parcie. Kształt zatyczki uniemożliwiał jednak wydostanie się czegokolwiek na zewnątrz. Coraz mocniej zaciskała zwieracz na przewężeniu zatyczki utrzymując ją w ten sposób na miejscu. Wreszcie zapytała się czy może już iść. Peter powiedział, że tak i zaprowadził ją do łazienki. Gdy usiadła na toalecie włożył rękę między jej nogi i ostrożnie wyciągnął zatyczkę. Prawie natychmiast fala nieczystości głośno wytrysnęła z jej pupy. Peter wymył zatyczkę i wyszedł. Amy pozostała dłużej, starając się wypróżnić dokładnie. Gdy wróciła pozwolił jej trochę odpocząć zanim zrobiliśmy niewielką lewatywę z czystej wody. Nawilżyła ona jelita i przygotował ją do następnej, właściwej lewatywy. Założył jej pompowaną kankę, taką która sama utrzyma się w miejscu i nie pozwoliła wydostać się czemukolwiek na zewnątrz. Brzuch Amy zmieścił prawie 2 litry ciepłej wody zmieszanej z dużą ilością płynnego mydła.

W tak dużym stężeniu mydło silnie drażniło jej jelito pobudzając do pracy i wydalenia wszystkich nieczystości. Ta lewatywa była tak skuteczna, że po jej wypuszczeniu Amy była już całkowicie czysta. Jednak zrobiliśmy jej dwie dodatkowe lewatywy z czystej wody, żeby wypłukać pozostałości mydła. Po wszystkim zabraliśmy ją do ogródka, żeby mogła odpocząć po lewatywie. Powiedziała, że do tej pory, gdy lekarze robili jej lewatywę przed badaniami, było to zawsze bardzo nieprzyjemne, przy nas było jednak zupełnie inaczej. Nawet ją to podnieciło. Spytałem się czy nie obawia się dzisiejszego zabiegu. Odpowiedziała, że nie. Chciała tego już od dawna, przyznała się, że przed pierwszym zabiegiem trochę się bała. Okazało się jednak, że nie było tak strasznie, teraz już wie, czego się może spodziewać i nie boi się. Ufam nam o wiele bardziej i wie, że będzie dobrze.
- Zresztą powiedzieliście, że będzie podobnie - dodała.
- Podobnie – stwierdził Peter - będzie jednak trwało dłużej no i pojawi się kilka nowych elementów. Właśnie o jednym chciałem cię uprzedzić. Tym razem zrobimy znieczulenie. Miałaś już kiedyś robione?
- Nie, jeszcze nie.
- Problem polega na tym, że taki zastrzyk jest sam w sobie bardzo nieprzyjemny, bo musi być zrobiony w mięsień zwieracza.
- Ale później już nie będzie bolało?
- Tak, to będzie najbardziej nieprzyjemna część zabiegu i od niej zaczniemy.
- Postaram się wytrzymać - powiedziała Amy.

Długo siedzieliśmy w ogródku wygrzewając się w słońcu. Wreszcie Peter zapytał:
- Jesteś gotowa?
- Myślę, że tak - odpowiedziała spokojnie.
- No to idziemy - zarządził wstając z fotela. W gabinecie Amy rozebrała się. Peter kazał jej położyć się na leżance i przygotował zastrzyk.
- To cię rozluźni i trochę uspokoi - powiedział wstrzykując zawartość strzykawki w żyłę na jej ręce.

Zanim wstała posmarował jeszcze jej odbyt kremem znieczulającym. Następnie kazał jej zająć miejsce na fotelu proktologicznym. Tak jak tydzień temu Amy klęknęła wypinając pupę, tym razem Peter zapiął pasy przymocowane do fotela. Unieruchomił nimi nogi Amy i brzuch spinając je ciasno w kilku miejscach. Upewnił się, że nie pozwolą jej się poruszyć nawet odrobinę. Amy była trochę zdziwiona, ale wyjaśnił jej, że to dla jej dobra, podczas zabiegu będzie wkładał różne, czasem bardzo ostre narzędzia głęboko do jej odbytnicy, gdyby się poruszyła mogłoby się to źle skończyć. Przyjęła to wyjaśnienie ze zrozumieniem. Nawet podpowiadała mu, które miejsca powinien jeszcze poprawić i zapiąć mocniej.

Teraz przyszedł czas na znieczulenie. Podane środki zaczęły już działać, wiedział jednak, że gdy zacznie wstrzykiwać płyn w napięty mięsień zwieracza i tak wywoła silny ból. Przygotował strzykawkę, przetarł odbyt wacikiem nasączonym spirytusem. Amy syknęła cicho, gdy spirytus podrażnił jej delikatne ciało. Peter powoli wbił igłę, znieczulający żel sprawił, że nawet nie poczuła ukłucia. Odchylił strzykawkę, powoli wbijając się coraz głębiej po dużym kątem. Chciał dotrzeć do najdalszych część zwieracza, a nie przebić się do wnętrza odbytnicy. Gdy prawie cała igła zniknęła w jej ciele powoli nacisnął tłok strzykawki. Przez moment nic się nie działo, aż nagle Amy głośno krzyknęła, szarpiąc się jednocześnie. Przytrzymujące ją pasy nie pozwoliły jednak na najmniejszy ruch i jej pupa tylko lekko drgnęła.

- Jeszcze trochę zaboli, ale tylko przez chwilę – uspokoił pacjentkę. Jednocześnie mocno nacisnął tłok strzykawki wtłaczając jednorazowo ponad połowę przygotowanego płynu. Ból musiał być ogromny, bo Amy krzyczała na cały głos i mocno zaciskała mięśnie. Pasy, które ją przytrzymywały zdały jednak egzamin. Peter już wiedział, że dziś będzie mógł zrobić jej, co tylko będzie chciał. Dopóki jest przypięta jej odbyt był wyłącznie w jego rękach. Podane leki złagodzą jej ból i strach, gdyby zaś okazały się niewystarczające pozostanie jej tylko krzyk.

Powoli wyciągał igłę wstrzykując pozostały płyn. Chciał żeby dotarł on do wszystkich miejsc znieczulając ją dokładnie. Nawet, gdy już wyjął igłę Amy nadal cicho jęczała.
- Czy nadal boli? - zapytał.
- Tak. Bardzo bolało, jeszcze to czuję.
- Zaraz przejdzie, został jeszcze jeden zastrzyk i koniec.
- Jeszcze jeden? - zapytała przestraszona.
- Tak, jeden nie wystarczy. Muszę znieczulić cię z obu stron.

Pierwszy zastrzyk był w górną część zwieracza teraz wbił igłę w dolną część. Znieczulenie zaczynało już działać i ten drugi zastrzyk nie był już tak bolesny. Powiedział jej, że gdy ginekolog znieczula szyjkę macicy przed zabiegiem to boli jeszcze bardziej. Po wszystkim pochwalił ją, że dzielnie wytrzymała.

Przystąpił do badania. Posmarował jej odbyt wazeliną i włożył proktoskop. Obejrzał miejsce poprzedniej biopsji. Strupek już zniknął, pozostał tylko niewielki fragment w miejscu gdzie wyskrobał ją najgłębiej. Wyjął proktoskop i włożył dłuższy rektoskop. Oglądał teraz najgłębszą część odbytnicy i miejsce, które miał dzisiaj wyskrobać. Wszystko wyglądało dobrze, postanowił więc zacząć. Wyjął rektoskop, założył rękawiczki i wcierając mentolowy żel masował jej zwieracz. Znieczulenie już działało, nie czuła więc jak mocno rozciągał jej odbyt. Tym razem nie poprzestał na czterech palcach. Środek rozluźniający też już działał, dlatego gdy wyjmował palce jej odbyt prawie w ogóle się nie zaciskał. To było bardzo efektowne, wiedziałem, że spodoba się oglądającym nasz film. Powtórzył to kilka razy, a ja nagrałem zbliżenia jej małych rozchylonych pośladków, a między nimi mocno rozwartego odbytu. Peter wkładał palce obu rąk i ciągnąc je na boki rozwierał ją jeszcze mocniej. Mentol zawarty w żelu dodatkowo wzmacniał efekt rozwarcia.

Wreszcie zdecydował się założyć wziernik. Tym razem był to specjalny przyrząd jego konstrukcji. Dużo czasu zajęło mu jego zrobienie, ale sprawdził się idealnie. Po jego założeniu jej odbyt został rozwarty bardzo mocno. Ponadto był niewielki, zbudowany z dwóch odpowiednio wygiętych pasków stali chirurgicznej, które obejmowały zwieracz nie posiadał żadnych elementów zasłaniających dostęp do jej wnętrza. Myślałem, że to już tyle, on jednak poczekał chwilę, żeby zwieracz przyzwyczaił się do rozciągnięcia i ponownie rozkręcił wziernik rozciągając ją jeszcze bardziej. To robiło wrażenie. Peter powtórzył to kilkakrotnie. W efekcie tworząc między jej pośladkami ogromną dziurę. Wiedziałem, że Amy nic nie czuje, sam byłem jednak pod wrażeniem, nigdy jeszcze nie widziałem tak mocno rozwartego odbytu. Na zbliżeniach, które kręciłem widać było dokładnie jej wnętrze. Włożył w nie metalową szpatułkę naciągając ścianę odbytnicy w miejscu gdzie tworzył się zakręt odsłaniając jeszcze głębsze miejsca.

Przystąpił do przygotowania pola zabiegowego. Drugą, specjalnie wygiętą, metalową szpatułką naciągnął odbytnicę w miejscu zakrętu otwierając drogę dalej, a drugą ręką wprowadził przyrząd zaprojektowany tak, żeby utrzymywał jej wnętrze wyprostowane i rozciągnięte. Taki rodzaj wewnętrznego wziernika. Gdy już umieścił go i wyregulował, na zbliżeniu nagrałem jej wnętrze, które było teraz szerokim i głębokim kanałem. Wewnętrzny wziernik miał malutką żaróweczkę oświetlającą dokładnie miejsce biopsji. Teraz żeby ją badać musiał mieć specjalne, długie narzędzia. Metalowa szpatułka miała ponad 20cm. długości. Włożył ją i nacisnął na ściankę odbytnicy. Była mocno napięta, mógł zacząć wyskrobywać ją. Wcześniej jednak włożył szpatułkę do samego końca tam, gdzie przyrząd w jej odbytnicy już nie sięgał, rozchylił nią ścianki i widać było, że tam zaczyna się już jelito.

Wyjął szpatułkę. Dokładnie zdezynfekował miejsce zabiegu. Włożył przygotowany skalpel i tak jak przy poprzedniej biopsji obrysował nim kwadracik. Potem delikatnie zeskrobał łyżeczką ginekologiczną przygotowany fragment błony śluzowej. Tym razem był już ostrożny, uważając żeby nie wyskrobać jej zbyt mocno. Amy nie czuła bólu, ponieważ zabieg przeprowadzany był dokładnie w jej punkcie A odczuwała dziwne pobudzenie. Ja, pewnie tak samo jak Peter czułem silne podniecenie. Patrzyłem jak wkłada te bardzo długie narzędzia głęboko w jej rozwarty odbyt, kręciło mnie to niesamowicie. Włożył do środka cienką rurkę i przemył ranę. Potem specjalnymi długimi szczypcami brał zwitki waty, wkładał je tak głęboko, że patrząc z boku wydawało się że to nie jest możliwe wsuwać coś tak daleko do odbytnicy, osuszał nimi jej wnętrze i wyjmował, potem brał nowy zwitek waty i powtarzał czynność.

Przystąpił do tamowania krwawienia. Długą elektrodą manewrował w rozwartym odbycie i precyzyjnie przypalał ranę. Amy powiedziała, że dokładnie czuje delikatne impulsy elektryczne. Drażniły one jej czuły punkt i jak stwierdziła sprawiało jej to przyjemność. Poza tym było to także skuteczne i po chwili zabieg był już skończony. Zrobiłem ostatnie zbliżenia. Wszystko skończyło się szybciej niż myślałem. Przemył ją jeszcze raz i wyciągnął rozciągający jej wnętrze przyrząd. Pozostał jeszcze wziernik, wyjął go bez problemu.

Jej odbyt pozostał mocno rozwarty. Pieścił go, rozkoszując się tym widokiem. Odpiął ją i pozwolił wstać z fotela. Nawet, gdy stała, jej zwieracz pozostawał rozwarty. Muszę przyznać, że wyglądała naprawdę rewelacyjnie. Położyła się na kanapie, a my mimo wzbierającej w nas żądzy daliśmy jej spokój, żeby mogła odpocząć. Peter posprzątał sprzęt, a w tym czasie Amy zasnęła.

Ku naszemu zaskoczeniu przespała cały następny dzień, obudziła się wieczorem, zjadła lekką kolację i znowu poszła spać. Rano po śniadaniu stwierdziła, że nadal jest osłabiona, więc daliśmy jej spokój i pozwoliliśmy oglądać telewizję. Dopiero wieczorem się ożywiła i stwierdziła, że chciałaby wypróbować swoje nowe możliwości.

Peter usiadł przy niej na kanapie i od razu rozpoczął badanie. Oglądał jej wnętrze długim rektoskopem - w miejscu biopsji wytworzył się strupek, który zresztą podczas badania odpadł. Wyglądało, przynajmniej z wierzchu, że wszystko jest OK. Z jednym wyjątkiem - Amy była bardzo pobudzona. Manipulacja głęboko w jej odbytnicy sztywnym przyrządem jeszcze dodatkowo ją podnieciła.
- Chcesz żebym cię pieścił? – zapytał Peter.
- Tak, bardzo - odpowiedziała.

Zabrał ją na fotel ginekologiczny. Rozłożył go tak, że leżała prawie płasko. Nogi podniósł wysoko do góry i postawił na strzemionach. Jej pupa była doskonale widoczna. Wyjął z szafki niewielki wibrator i delikatnie dotknął nim jej pupę. Przez kilka godzin od badania zwieracz zdążył się już zamknąć, był jednak nadal luźny, więc prawie natychmiast mógł penetrować ją bez problemów. Amy zaczęła jęczeć, sięgnęła dłonią do swojej pochwy chcąc się pieścić. Peter jednak kazał jej zabrać rękę. Powiedział, że chce żeby tym razem przyjemność czerpała tylko ze stymulacji analnej.

Amy leżała z zamkniętymi oczami rozkoszując się doznaniami dostarczanymi przez wibrator, który delikatnie pieścił jej odbyt. Była coraz mocniej rozbudzona. Peter wyjął wibrator i zastąpił go długim sztucznym penisem. Wsunął lateksowy członek do jej odbytu, a Amy cicho jęknęła z zadowolenia. Kiedy koniec dilda nacisnął na jej pierwszy czuły punkt, nie mogła się powstrzymać i głośno krzyknęła z rozkoszy. Peter poruszał nim przez chwilę wzbudzając w ciele Amy kolejne dreszcze. Później powoli zaczął wsuwać go głębiej. Dildo było grube, ale ostrożnymi ruchami Peter odnajdował drogę w głąb jej ciała, rozciągając ją mocno. Amy oddychała szybko, czując coraz większą rozkosz.
- Aaaa.... – jęknęła, gdy główka dildo dotarła do jej drugiego magicznego punktu. Nie spodziewała się, że będzie to aż tak przyjemne. Peter powoli poruszał penisem w jej pupie delikatnie drażniąc ten punkt. Rozkosze Amy sięgały szczytu.
- Tak, mocno! - jęknęła.
Jeszcze energiczniej wcisnął penisa dokładnie celując to nowe miejsce, a fala rozkoszy wypełniła całe ciało Amy. Ten ruch wyzwolił jej pierwszy analny orgazm w życiu. Całe ciało drgało spazmatycznie, palce zacisnęły się na krawędzi fotela, a odbyt rozciągnięty przez dildo zdawał się cały wibrować. Przyjemność, której doznawała musiała być naprawdę niewiarygodna.

Jednak to jeszcze nie był koniec. Peter widząc, że doprowadził ją do orgazmu zaczął jeszcze szybciej poruszać penisem. Mocno uderzał w jej czuły punkt, a kolejna fala rozkoszy opanowała ją, mimo tego, że i tak cały czas szczytowała. Peter coraz gwałtowniej poruszał się w jej wnętrzu. Wysuwał się coraz bardziej, tak by wchodząc do środka pobudzać oba punkty. Jej odbytnica była już mocno rozciągnięta, więc bez trudu wsuwał i wysuwał to grube dildo. Za każdym razem słychać było dwa głośne jęki Amy, gdy główka penisa napotykała jej czułe punkty. Tak ogromnej rozkoszy jeszcze nigdy nie doświadczyła. Po jej minie było widać, że nie wie, czy uda się jej wytrzymać do końca. Peter jednak zwolnił, pozwolił, by jej rozkosz trochę opadła, nie wyjmował jednak dilda.
- Było wspaniale - powiedziała, gdy przyjemność opadła na tle by mogła mówić.

Wtedy Peter lekko nacisnął na głęboko włożone dildo, dokładnie trafiając w odpowiedni punkt. Amy znowu jęknęła. Peter zaczął powoli poruszać penisem, wykonując niewielkie ruchy. Tylko takie, żeby główka penisa przechodziła przez czułe miejsce. Amy zamknęła oczy i cicho jęczała, gdy kolejna fala orgazmu zaczynała się zbliżać. Tym razem nie trzeba było długo czekać. Peter kilkakrotnie mocniej nacisnął penisem na jej czułe miejsce, a Amy pogrążyła się w kolejnym wspaniałym orgazmie analnym. Nawet my byliśmy zaskoczeni tym jak łatwo było tym razem doprowadzić ją na szczyty seksualnych przyjemności. Po tych przeżyciach Amy długo odpoczywała. W końcu zeszła z fotela i zaprowadziliśmy ją do pokoju żeby mogła iść spać. Posprzątaliśmy wszystko i poszliśmy obejrzeć nasz film, dziękując Bogu, że to wszystko nagrywaliśmy.

Następnego dnia Amy wyjechała. Przez ponad pół roku nie mieliśmy od niej żadnych wiadomości i powoli zaczęliśmy zapominać o całej sprawie koncentrując się na drobniejszych zabiegach. Jakież więc było nasze zaskoczenie, gdy pewnego dnia otrzymaliśmy od niej mail z podziękowaniami, że tak bardzo uwrażliwiliśmy jej odbyt, będący dla niej odtąd źródłem wyjątkowych rozkoszy, oraz z wiadomością, że chce przyjechać do nas w celu dokonania pewnej drobnej modyfikacji chirurgicznej, do której namawia ją jej obecny kochanek. Krótko opisała, o co jej chodzi, a jej plany były tak niecodzienne i perwersyjne, że długo zastanawialiśmy się z Peterem, czy w ogóle zgodzić się na ich realizację. W końcu ulegliśmy, ale to już temat na zupełnie inne opowiadanie...

 

 

Źródło: http://nadwabaty.blogspot.com/

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej.